Powrót Wysokiej Porty

Wielka Porta – tak nazywano dawną władzę Imperium Osmańskiego, do którego tradycji odwołuje się obecny rząd Republiki Tureckiej: prezydent Erdoğan oraz Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (Adalet ve Kalkınma Partisi). Powstałą na bazie tego sentymentu politykę nazwano wręcz neo-osmanizmem i do całkiem niedawna wydawała się ona odnosić wielkie sukcesy.

Jonathan Harrris, znany brytyjski bizantynista, w swojej pracy Byzantium and the Crusades podjął się zadania wytłumaczenia współczesnym czytelnikom arkanów polityki Wschodniego Cesarstwa wobec, oraz w czasie, wypraw krzyżowych. Bizancjum bywało przez przedstawicieli Zachodu często oskarżane o kluczenie, fałsz i niedostateczne zaangażowane w świętą wojnę z islamem. Perspektywa Bizancjum była jednak zasadniczo inna – cesarstwo nie życzyło sobie ostatecznego zwycięstwa jednych nad drugimi, zresztą nie wierząc w nie. Po prostu starało się ono utrzymać swoją pozycję, swoją rolę, często w wymiarze symbolicznym i dążyło ono do podtrzymania tego, żeby i wschód (arabski) i zachód uznawały wyjątkową pozycję cesarza. Liczył się prestiż.

Od Atatürka do Erdoğana

Choć gospodarze Anatolii się zmienili – tak pod względem pochodzenia, jak też wyznania, to jednak odziedziczyli oni sporo, tak w zakresie praktyki jak i celów, po swoich poprzednikach. Można przypisać to wspólnemu geopolitycznemu losowi. Turcy, jak dawniej Bizantyjczycy, byli zawsze pod względem społecznym i kulturalnym izolowani od sąsiadów. Imperium Osmanów wprawdzie dominowało przez całe wieki nad arabskimi sunnitami; to jednak Osmanowie, jako nie-Arabowie, mogli być co najwyżej tolerowani, choć we wczesnym okresie powszechnie uznawano władzę sułtanów z Istambułu.

Z czasem państwo zaczęło się kurczyć a Arabowie otwarcie występować przeciw władzy tureckiej. Rozejście się Turcji ze światem arabskim następowało dalej po dojściu do władzy w Ankarze Kemala Atatürka. Świecka i proamerykańska Turcja różniła się nie tylko pod względem narodowym, ale także politycznym i ideologicznym od reszty krajów sunnickich. Ważną zmianą w polityce tureckiej, po zakończeniu zimnej wojny, było dojście w 2002 r. do władzy Partii Sprawiedliwości i Rozwoju. Ta konserwatywna, islamistyczna partia odwołuje się do zarzuconej przez strażników pamięci Kemala Atatürka i jego polityki, tradycji osmańskich, może nie jako polityki wojennej, ale na pewno jako wyznacznika politycznej roli Turcji w świecie muzułmańskim.

Wybory 2002 r. które zresztą zostały potwierdzone później – partia ta rządzi Turcją do dziś, nie mogą być wyłącznie odczytywane jako dojście do głosu konserwatywnych społecznie Turków: zwycięstwo PSiR to też nowy rozdział polityki zagranicznej Ankary i budowania jej roli jako lidera w regionie. Do upadku ZSRR Turcja miała określone geopolitycznie zadanie: jako natowskiego „przedmurza”; tej tradycji i roli strzegli kemaliści. Lata 90. to poszukiwanie nowej drogi, którą wskazał ostatecznie Recep Tayyip Erdoğan, zapewne jeden z najważniejszych ludzi w najnowszych dziejach Turcji. „Nowa Turcja” ogłoszona przez, wybranego prezydentem w 2014 r., Erdoğana to nie tylko kraj odwołujący się do swoich wielkich tradycji, to też państwo coraz bardziej odbierane jego dotychczasowym właścicielom – kemalistowskiej oligarchii (wojsko, biurokracja, środowisko sędziowskie – które strzegły testamentu ojca republiki i przy okazji swoich interesów).

Teoria i praktyka neo-osmanizmu

Polityka neo-osmańska, jak czasami ją się nazywa, a której, obok obecnego prezydenta – wspomnianego Recep Tayyip Erdoğan, głównym realizatorem jest były minister spraw zagranicznych oraz obecny (jeszcze) premier Ahmet Davutoğlu, powoli zdominowała działania rządu w Ankarze. Wedle Aarona Steina z New York Times’a, polityka ta opierała się na przekonaniu o odchodzeniu w przeszłość poparcia dla nacjonalizmu w świecie arabskim. Dla jasności trzeba wspomnieć, że reżimy: Zine El Abidine Ben Alego w Tunezji, Kaddafiego w Libii, Saddama Husajna w Iraku czy Mubaraka w Egipcie, określić należy jako socjalistyczne oraz nacjonalistyczne zarazem.

Dążyły one, za wskazaniem ojca tego ruchu Nassera, przez cały wiek XX do suwerenności narodowych państw arabskich (politycznej i ekonomicznej), jak i też (zmiennego w czasie) budowania socjalistycznego społeczeństwa. Z czasem wszystkie one wynaturzyły się w zwykłe, skorumpowane systemy autorytarne. Nowa jakość zaistniała pod wpływem ruchów islamistycznych, aktywnych od lat 80., która wzbudziła tożsamość opartą o religii, czy ujmując to w inny sposób, kulturze. 

 Arabska Wiosna zdawała się założenia tureckich konserwatystów w całej rozciągłości potwierdzać – była ona przecież buntem Arabów przeciw korupcyjnym i przemocowym reżimom, w dużym mierze jednak Arabów przywiązanych do własnych kulturowych tradycji. Proislamistyczna polityka Ankary przejawiała się w poparciu dla Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie, Hamasu w Palestynie (od jego zwycięstwa w 2006 r.) oraz opozycji syryjskiej. Jednakże w ciągu kilku zaledwie lat doszło do poważnych zmian na Bliskim Wschodzie, które poważnie nadwątliły plany konserwatystów.

2013 r. to odsunięcie od władzy islamistów w Egipcie; utracili oni również władzę w Tunezji. Upadek Mohammada Morsiego był o tyle dotkliwszy dla Ankary, że dokonał się pomimo jej silnego wsparcia dla niego i wszelkim próbom przeciwdziałania zamachu stanu dokonanego przez wojsko. Turcja wiele sobie obiecywała po przemianach jakie miały zajść w Egipcie pod rządami Bractwa Muzułmańskiego – demokratyzacji czynionej rękami islamistów. Obecnie wpływy Turcji w tym kraju są minimalne. Również sytuacja w Syrii skomplikowała się w sposób bardzo daleki za sprawa działalności Państwa Islamskiego.

Między wielkością a przedpokojem

Turcja zamierzała kierować islamistami w krajach arabskich, jak dawniej Wysoka Porta, jednakże okazało się, że ci za bardzo sobie tego nie życzą. Turcja starała się namówić Mohammada Morsiego i jego ministrów do wprowadzenia świeckiej konstytucji, jednakże Bractwo, wierząc w swoją potęgę, starało się iść dalej. Turcja, państwo łączące, mniej lub bardziej harmonijnie, Islam oraz nowoczesny republikanizm, okazało się nie być dla islamistów z południa punktem odniesienia.

Nie stała się ona dla tych państw naturalnym liderem. Zarazem Turcy popsuli sobie poważnie relacje z arabskimi monarchiami znad Zatoki Perskiej, licząc, że fala zapoczątkowana w Tunisie dotrze wcześniej lub później do Rijadu i Abu Zabi. Skorumpowane, niedemokratyczne królestwa miały zostać obalone przez własnych poddanych. Tak się nie stało. A zaangażowanie propagandowe Turcji odbiło się na jej ocenie przez szejków.

Turcja stara się prowadzić politykę, którą można by zdefiniować jako proto-imperialną: wielość teatrów działań, próba budowy sojuszy i występowania z pozycji protektora (Egipt, Palestyna, kraje Azji Centralnej), prowadzenie wielu niezależnych od siebie strategii – osobnej europejskiej i osobnej bliskowschodniej, które pozostawały odseparowane.

2195189898_67680b5e5c_b

Turcja więc sformułowała własną, niejako konkurencyjną dla Rosji, politykę euroazjatycką: sięgającą od Bałkanów do Kirgizji. Koncepcja ta, jak to często bywa z wielkimi teoriami, żeniła ze sobą, raczej bliższą kemalistom, ideę panturecką z neo-osmańską. Z drugiej strony Turcja wikłała się często w sytuację, która nie „przystoi” państwu chcącemu odgrywać wiodącą rolę w kilku regionach świata, gdzie musiała występować z pozycji „proszącego”, kiedy jej pozycja raczej nie była budowana jej własną siłą, lecz siłą sojusznika – jak w 2013 r. gdy Turcja próbowała naciskać na USA w sprawie Egiptu.

Turcja, od kilku lat, dążyła do zaistnienia jako ważny gracz nie tylko na Bliskim Wschodem. Turcja Erdoğan swoją aktywność nie ograniczała tylko do tego regionu, ale także starała się odgrywać wiodącą rolę w polityce globalnej. Z dość oczywistych powodów Turcja swoje kroki kierowała ku Rosji oraz Chinom, próbowała nawet wejść do Szanghajskiej Organizacji Współpracy, również z uwagi na swoje ambicje na arenie Azji Centralnej; dziedzictwo panturkizmu postrzegania Turcji jako lidera krajów tureckojęzycznych. Pomiędzy jednak potencjalnymi koalicjantami istniej kilka ważnych, często dla Turcji prestiżowych spraw: poparcie przez Pekin i Moskwę Assada w Syrii, sprawa aneksji Krymu oraz polityki Chin względem Turkmenów w prowincji Xingjian. Starania Turcji zostają na razie bez odpowiedzi, trzymana jest dalej w przedpokoju, co oczywiście odbija się na jej wizerunku.

Powrót na bardzo Bliski Wschód

Tym co jeszcze bardziej utrudniło Turcji realizację wielkiej polityki okazały się problemy tuż pod jej granicami, czyli opisywana przez media ostatnimi dniami sprawa polityki Ankary względem Kurdów (z terenu Syrii oraz Iraku), Partii Pracujących Kurdystanu (która praktycznie właśnie zawiesiła swoje niedawne ogłoszone zawieszenie działalności terrorystycznej) oraz z drugiej strony względem Państwa Islamskiego. Symbolicznym wydarzeniem jest tutaj zamach z 20 lipca w miejscowości Suruc, gdzie śmierć ponieśli młodzi ludzie zgromadzeni tam by omawiać sprawy kurdyjskiej miejscowości Korbani.

Zamach ten zmusił Turcję do podjęcia stanowczych kroków w sprawie terrorystów z Państwa Islamskiego. Turcja, co jest pewne, zaangażowania tego nie chce, bo wymusza to na niej rezygnację z pozycji cichego moderatora wydarzeń w Iraku i Syrii. Nie jest też dla nikogo tajemnicą, że dla Ankary w starciu Kurdów z ISIS nie powinno być zwycięzców. Wydarzenia więc w najbliższej jej okolicy dość brutalnie sfalsyfikowały tureckiej globalne plany i nakazały powrócić do kwestii niemal wewnętrznych.

Turcja próbuje, w swoim propagandowym przekazie, zrównać terrorystów z ISIS oraz PPK – jakby nie było, jest to akcja „antyterrorystyczna” a więc może być skierowana przeciw „wszystkim” terrorystom. Mevlut Cavusoglu, minister spraw zagranicznych, ogłosił, że na terenie Syrii „wyzwolonej od ISIS-owskiego niebezpieczeństwa” zostaną ustanowione „strefy bezpieczeństwa” – znaczy się takie, których nie będą mogły zająć oddziały syryjskich Kurdów. Republika Turecka widząca siebie jako globalnego gracza potknęła się o swoje własne granice.

Turcja, niezauważenie dla samej siebie, znalazła się w sytuacji w jakiej wieki temu było Wschodnie Cesarstwo Rzymskie: państwa odsuniętego i od wschodu i zachodu. Dla Amerykanów i Europejczyków prowadzi ona politykę mętną i niejasną, gdy w sprawę wchodzi walka z „wielkim złem”, za jakie widzą ludzie Zachodu ekstremizm islamski. Dla krajów arabskich Turcja pozostaje państwem zbyt odmiennym, którego pretensje do przewodzenia nad nimi są nieuzasadnione. Turkom tak jak kiedyś Bizancjum pozostało jedno – dbać o swój prestiż i symboliczną rolę.

Źródła:

Sefa Mertek, Review of Turkey’s new foreign policy and syrian relations„Academia.edu” [dostęp 29.07.2015]

Zeina Khord, Turkey’s war on ISIL marks major policy shift„Al-Jazeera” [dostęp 29.07.2015]

Katya Paiuk, Consept of regional eurasia strategy in the foreign policy of Turkey„Academia.edu” [dostęp 29.07.2015]

Aaron Stein, Turkey’s failed foreign policy„NY Times” [dostęp 29.07.2015]

Semih Idiz, Turkey needs to drop its dead=end foreign policy„Al-Monitor” [dostęp 29.07.2015]

Źródło zdjęć:

Democracy Chronicles, Erdogan Turkey defends press crackdown

Paolo Porsia, Ottoman Empire Antique Map

Share Button

Powiązane wiadomości

Napisz odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są za pomocą *



© 2014 Centrum Schumpetera. WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.