Xi Jinping i jego Chiny

Fakt, że cześć mediów określa nowego przywódcę Chin, Xi Jinpinga, mianem dyktatora, dla znających ten kraj pobieżnie, może zdawać się faktem mało znaczącym. Przecież Chiny to komunistyczna dyktatura, prawda? Xi Jinping jednak pod wieloma względami to ważna zmiana w chińskiej polityce.

Czarny poniedziałek

24 sierpnia 2015 r. gospodarka światowa odnotowała kolejny czarny dzień w swojej historii. Tym razem epicentrum kryzysu jest szanghajska giełda, która dwa miesiące temu odnotowała jeden z największych kryzysów w swojej historii. Co było do przewidzenia, kryzys nie skończył się na wyparowaniu 3 bilionów dolarów.

Chińska gospodarka zajmuje drugie miejsce na świecie. Dla przeszło 75 krajów to najważniejszy partner handlowy. Przez ostatnie dekady, dzięki nowemu kursowi Deng Xiaopinga, chińska gospodarka rozwijała się w tempie 10% rocznie. Jednakże już od czterech lat przyrost ten nie przekracza 5. Giełdy nie można traktować jako odpowiednika całej gospodarki, zjawiska zachodzące na giełdzie a stan gospodarki nie są ze sobą powiązane tak ściśle. Giełda amerykańska od 1980 r. aż 29 razy miała okazję odczuć zmniejszenie wartości lokowanych na niej udziałów, w ciągu jednego zaledwie dnia, o 5%. Inaczej załamania na giełdzie odczuwają gospodarki silne, a inaczej słabsze, szczególnie o „niezdrowej” strukturze. A taką gospodarką niepodważalnie jest właśnie gospodarka Chin.

24 sierpnia Dow Jones po otwarciu odnotował spadek o 1000 punktów (3.58%) tuż po tym, gdy główny chiński (szanghajski) indeks giełdowy stracił 8,5%. Chińska giełda od czerwca odnotowuje stały spadek; obecnie sięga on już 40%. Pekin, jak również sterowane przez niego, oficjalne, państwowe media blokują lub ukrywają informacje o chińskim źródle załamania giełdowego z ostatniego poniedziałku. Najważniejsze media: agencja Xinhau, Chińska Centralna Telewizja oraz najważniejszy dziennik krajowy, Renmin Ribao, okazały się mało zainteresowane wydarzeniami na nowojorskiej giełdzie.

Tym sposobem, cenzurując informacje Chiny starają się ratować swoją reputację. Daniel Atlman z New York University’s Stern School of Business politykę Pekinu w ostatnich miesiącach, próbującą zaradzić bessie na szanghajskiej giełdzie, nazywa wprost: dolewaniem benzyny do ognia. Polityka zaradzania kryzysowi w wykonaniu Chin to po prostu wkładanie w giełdową dziurę mnóstwa pieniędzy – co oczywiście nie może się skończyć niczym innym jak wegetacją w stanie kryzysu.

Pekin zresztą działa podobnie jak wiele innych krajów, lecz podtrzymanie mitu chińskiej gospodarki, która wiecznie się rozwija – chińskiej drogi i jak nawet ujął to ostatnio prezydent Xi Jinping, chińskiego marzenia, jest bardzo kosztowne, tak wewnątrz Państwa Środka, jak i poza jego granicami. Załamanie na giełdzie szanghajskiej pociągnęło za sobą już bardziej realne skutki ekonomiczne, jak poważny spadek wartości wielu produktów światowego handlu (jak kawa, olej czy trzoda), do poziomu przed 15 lat. Według Bloomberga wysokość chińskiego zadłużenia przekracza już zdwojoną wielkość chińskiego PKB.

black-monday-map-cover_2-cropped

Zdjęcie: mapa zasięgu „czarnego poniedziałku” z 24 sierpnia

Chińscy menedżerowie po MBA

Nie mówiąc, że tego typu polityka podważa w oczach inwestorów obraz jaki nowa ekipa Chin, z prezydentem Xi na czele, starała się konsekwentnie budować: rządy profesjonalistów, specjalistów po MBA. Xi bardzo pragnie uchodzić za przywódcę takiego jak inni: prezydenci USA i Europy, z całym anturażem tego typu przywództwa, do którego bardziej pasuje określenie „menadżer” niż „wódz”. Paradoksalnie władze w Pekinie dopadła globalizacja, która niesie za sobą polityczną odpowiedzialność za ekonomiczne decyzje: jak by nie było błędna polityka Pekinu pociągnęła za sobą poważne problemy w wielu krajach, które przecież zaufały zapewnieniom Chin, co do ich profesjonalizmu.

W poniedziałek straty odnotowały giełdy Japonii oraz Niemiec – odpowiednio 4.61 oraz 4.70. Jednym z ważnych punktów zadrażnień amerykańsko-chińskich pozostaje sprawa juana, którego kurs był sztucznie podtrzymywany na wysokim poziomie. Wprawdzie w marcu Ludowy Bank Chin obniżył wysokość stóp referencyjnych juana w stosunku do dolara o 2% (co też pociągnęło za sobą spadek wartości chińskiej waluty), jednak kierując się bardziej planami politycznymi rządu (uwolnienia się od dolara). Dla Waszyngtonu oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego sprawa ta dalej pozostaje nie dokończona, gdyż Pekin ociąga się z wdrożeniem zaleceń MFW.

Oskarżenia względem chińskiego rządu zostały wprost wystosowane przez Biały Dom. Główny zarzut to przede wszystkim brak przejrzystości działań chińskiego rządu, szczególnie w obrębie polityki gospodarczej. Działania Waszyngton oczywiście mają bardzo aktualny i polityczny wymiar – już we wrześniu ma odbyć się wizyta prezydenta Xi w Stanach Zjednoczonych. Xi chciałby, aby wizyta ta przebiegła w jak najmilszej atmosferze; ma być też podsumowaniem 3 letniej polityki nowego prezydenta i umocnieniem jego zagranicznej, ale też i wewnętrznej pozycji – prezydent Chin chciałby ukazać się światu jako równy Barackowi Obamie. Jednak agresywna polityka Chin ostatnich lat, pociągająca za sobą pogorszenie relacji z sąsiadami (spraw Morza Południowochińskiego), kłopoty gospodarcze czy też atak chińskich hakerów w lipcu tego roku (z wykradzeniem danych wielu milionów amerykańskich urzędników federalnych) raczej nada tej wizycie charakter starcia, a na pewno nie będzie przyjemną. Sami Amerykanie raczej nie będą unikać zderzenia.

Załamanie chińskiej gospodarki daje im mianowicie okazję do przypomnienia światu, że wprawdzie nikt nigdy nie ogłosił powrotu zimnej wojny, ale tak czy inaczej, obecnie w świecie konkurują ze sobą dwa modele społeczno-gospodarcze. Sukcesy chińskiego modelu, widoczne szczególnie w świetle recesji 2008 r. właśnie ulegają negatywnej weryfikacji i Waszyngton nie może tego nie wykorzystać, szczególnie w odniesieniu do ekspansywnej polityki Chin.

Pośmiertne rządy Deng Xiaopinga

By zrozumieć chińską politykę zagraniczną oraz sens działań ekonomicznych, trzeba zajrzeć głębiej na chińskie podwórko. I przede wszystkim uświadomić sobie w jakim miejscu znajdują się obecnie Chiny. Do 2012 r. Chinami rządził Deng Xiaoping, pomimo tego, że sam zmarł w 1997 r. Obaj jednak jego następcy: Jiang Zemin oraz Hu Jintao, byli jego wychowankami i wskazanymi przez samego Denga jako jego następcy. Xi Jinping jest więc pierwszą osobą na stanowisku kierowniczym chińskiej polityki, której Deng nie przewidział.

874659841_86b5f95160_o

Badacze i analitycy państw komunistycznych prawie za każdym razem dają się wpuścić w prostą pułapkę. Pułapka ta nosi miano „beton partyjny” lub też „partyjni konserwatyści”: otóż za każdym razem, gdy do władzy w reżimach komunistycznych dochodzi młody (względnie) przywódca, „reformator”, to rzecz, o którą analitycy martwią się najbardziej to taka, aby w dziele reform nie przeszkodzili mu jacyś „konserwatyści”. A gdy w rządzącej partii dzieją się naprawdę różne, niepokojące i ukryte, ruchy, uprawdopodabniające tego typu podejrzenia, cała masa zachodnich analityków jest gotowa stanąć murem za „odważnym” przywódcą. I w przypadku prezydentury Xi nie brak tego typu reakcji.

Niepodważalnie Chiny, szczególnie za poprzednika Xi, przeszły znaczne zmiany jeśli chodzi o komunikację ze światem zewnętrznym, ale też własnymi obywatelami: nie ukrywa się już (względnie) informacji o katastrofach, stanie środowiska, do publicznej wiadomości podawane (wybiórczo) bywają informacje o masowych zatruciach, epidemiach, również coraz częściej władze informują o podejmowanych przez siebie działaniach. Nawet w ostatnich miesiącach informowano media o spotkaniach ciał kierowniczych w związku z kryzysem ekonomicznym. Symbolem zmian może być także reakcja na wydarzenia w Tianjin. 

 W sierpniu br. doszło w magazynach z chemikaliami do serii wybuchów, przyczyną prawdopodobnie było nielegalne, więc poza kontrolą, składowanie tam materiałów chemicznych – szybko pojawiły się oskarżenia, że na proceder ten zgadzali się przekupieni urzędnicy. W wyniku wybuchów śmierć poniosło 100 osób. Wprawdzie dalej wiele faktów jest ukrywanych, wyciszanych, lecz w mediach całą sprawę poruszano i o niej przez jakiś czas mówiono. Sam rząd tłumaczył się, że prowadzone jest śledztwo przeciw oskarżonym o korupcję urzędnikom. Pekin już nawet w oczach własnych obywateli chce uchodzić za transparentny. Najbliższe wrześniowe plenum ma nawet odbywać się pod hasłem „rządów prawa”.

Oczywiście nie należy tych faktów przeceniać, dalej „narracja” jest w rękach Partii. Symbolem dawnego sposobu sprawowania rządów były spotkania w Beidaihe – odbywające się już za czasów Mao, były to utajnione wiece oficjeli, decydujących o kursie pekińskiej polityki. Przeciw tej metodzie rządów wystąpił już Hu w 2003 r. Gdy w sierpniu 2015 r. miało odbyć się kolejne spotkanie w Beidaihe, z udziałem, jak często podkreślano, byłych członków partii, którzy mieli wyrazić swoje rozczarowanie polityką Xi, ten do niego nie dopuścił. Kością niezgodny jest prowadzona przez nowego szefa państwa i Partii już od 2012. kampania antykorupcyjna, która ma wyraźnie drugie (a może i trzecie) dno.

Dyktator Xi

Poza faktycznym usunięciem co bardziej skompromitowanych tym procederem urzędników (oskarżeni są nawet byli członkowie Politbiura), jej ważniejszym celem jest oczywiście mocniejsze uchwycenie sterów partii przez Xi oraz, szczególnie, kontroli nad rozbudowaną biurokracją. W latach 2012/2013 pozycja Xi była mocno kwestionowana – mówiło się nawet o spisku na jego życie, a na pewno o działalności opozycyjnej Zhou Yongkanga oraz Bo Xilaia (obaj oskarżeni o korupcję). Przeciwko obu prowadzona jest w mediach, dość typowa dla tego systemu, kampania, ukazująca ich jako wrogów polityki partyjnej i państwowej. Szczególnie ważną postacią jest pierwszy z nich, w poprzedniej dekadzie jeden z najważniejszych ludzi w Chinach – szef resortu bezpieczeństwa.

Starciu Xi z jego oponentami część analityków próbuje nadawać głębszy wymiar – zwolennik ewolucyjnej drogi reform przeciw wielbicielom rewolucyjnych metod z czasów Mao. Jednak trzeba być w stosunku do takich prostych obrazów sceptyczny. Xi stara się mocniej niż jego poprzednik ująć ster państwa. Deng zbudował system równowagi sił i był on kontynuowany jako sposób sprawowania władzy w państwie przez jego następców. Xi ma natomiast wyraźne zapędy dyktatorskie – chce sam sprawować rządy, a nie czynić to kolektywnie.

Nie mogąc do końca przejąć kontroli nad dawnymi instytucjami, tworzy nowe organy władzy – jak Narodową Radę Bezpieczeństwa, a ciężar rządów przesuwa się na powoływane zgodnie z jego wolą ciała doradcze. Oczywiście, gdy chodzi o ocenę tych działań, sprawa pozostaje otwarta. Chiny są krajem wielkich nierówności: Pekin stara się znanymi sobie metodami kapitalizmu państwowego redystrybuować wypracowywane na wybrzeżu bogactwo do głębi kraju – obecnie Chiny to kraj, w których funkcjonują wszystkie modele gospodarki od rolniczej, przez przemysłową, po już postindustrialną (z silnym sektorem usług). Xi wybrał póki co jednak metodę koncentracji sektora państwowego, bez prywatyzacji. Chiny więc przez lata podążają drogą jaką szły też inne kraje azjatyckie – tzw. tygrysy, jak Japonia czy Korea Południowa.

Chińscy statyści

Kryzys giełdowy, społeczne konflikty oraz polityczne niepowodzenia podważają rolę prezydenta Xi, negliżując wszystkie słabości chińskiego cudu. Świat: czołowi politycy, analitycy oraz media stoją przed niełatwym wyborem. Z jednej strony droga jaką kroczą Chiny przynosi coraz większą demokratyzację, otwartość i przewidywalność azjatyckiego kolosa – wielu wierzy, że konsolidację władzy przez Xi można porównywać z monarchiami absolutnymi, które niosły za sobą reformy i zmiany.

Tym samym nie należy nowemu przywódcy przeszkadzać, a nawet życzyć sobie by jeszcze silniej uchwycił on władzę nad krajem. Lecz z drugiej strony nie ma żadnej pewności, że Xi władzę, jaką zdobędzie, wykorzysta by przeprowadzić Chińczyków przez mękę reform i dokona skoku w następną, gospodarczą fazę: indywidualnej własności – brzmi to przecież jak prosta bajka o dobrym reformatorze i oczywistej ścieżce postępu, gdzie Chińczycy są sprowadzeni, „dla własnego dobra”, do roli statystów. Trudno wyrokować czy zniewolenie Partii przez nowego przywódcę przyniesie wolność reszcie, zwykłych Chińczyków.

Źródła:

David Francis, China’s market slide turns an economic crisis into a political one, „Foreingn Policy” [dostęp 26.08.2015]

Daniel Altman, Bear Down, „Foreingn Policy” [dostęp 26.08.2015]

Roger Baker, China’s crisis: the price of change, „Mercatornet” [dostęp 26.08.2015]

Roger Baker, John Minnich, China’s Fragile Evolution, „Stratfor” [dostęp 26.08.2015]

Źródła map i zdjęć:

Thierry Ehrmann, Xi Jinping

Thierry Erhmann, Deng Xiaping

Mapping fallout from „Black Monday”, „Foreign Policy”

Share Button

Powiązane wiadomości

Napisz odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są za pomocą *



© 2014 Centrum Schumpetera. WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.