Siedem wojen

Wojna domowa w Syrii to nie jedyny ważny konflikt na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej, tylko jeden z kilku, jakie toczą się się tam od kilku lat. Tych wojen, o bardzo istotnym międzynarodowym znaczeniu, jest tak naprawdę siedem – siedem wojen, które przede wszystkim determinują politykę ważnych graczy Bliskiego Wschodu: Turcji, Arabii Saudyjskiej i Iranu, jak i też angażują w nie resztę świata. 

Konflikt w Syrii pozostaje najbardziej medialny, to oczywiście za sprawą masowej emigracji, która za jego przyczyną przelewa się przez Europę oraz dużego zainteresowanie elit politycznych, światowych mediów i opinii publicznej jego przebiegiem. Syria miała to „szczęście”, iż stała się – jak wiele krajów przed nią, gdzie toczyły się wojny, polem walki mocarstw oraz teatrem światowej polityki. Można stwierdzić, że w Syrii nie walczą między sobą: armia wierna Al-Asadowi z rebeliantami, Kurdowie z Rożawy, oddziały spod znaku Al-Nursy oraz Wolnej Armii Syryjskiej (FSA) z Państwem Islamskim, lecz Iran z Arabią Saudyjską i Turcją, Turcja z Rosją.

Zarazem analizowanie konfliktu w Syrii oddzielnie od pozostałych wojen, nawet tak pozornie odległych, jak te mające miejsce w Jemenie czy Afganistanie, nie ma sensu, gdyż decyzje podejmowane przez uczestników walk (tych bezpośrednich lub kryjących się za plecami innych) dyktowane są wydarzeniami, jakie mają miejsce również gdzie indziej.

Wojna w Syrii (1) stanowi jedno z ogniw siedmiu ważnych konfliktów toczących się dziś w świecie, w (poczynając od zachodu): Libii (2), Palestynie (3), Iraku (4), Jemenie (5), Somalii (6) i Afganistanie (7). Konflikty te nie tylko łączy relatywna bliskość terytorialna, ale również wspólni aktorzy (częstym uczestnikami są powiązane ze sobą organizacje pozapaństwowe) oraz, co ważniejsze, głębsze geopolityczne i historyczne uwarunkowania tych wydarzeń.

Przeszłość

W perspektywie historycznej sytuacja jaką obserwujemy dzisiaj w polityce bliskowschodniej ma swoje przyczyny w wydarzeniach z początku XX wieku – czyli przede wszystkim w rozpadzie Imperium Osmańskiego, a następnie w wycofaniu się krajów europejskich z bezpośredniej obecności na Bliskim Wschodzie i w Afryce (dekolonizacja).

W wyniku tych wydarzeń narody arabskie uzyskały pełną suwerenność, którą nie mogły się cieszyć, często, od kilku stuleci. Aby zrozumieć napięcia polityczne występujące na tych terenach należy być świadomym, że Arabowie zaczęli tracić suwerenność bardzo wcześnie po ustanowieniu w VII wieku kierowanego przez nich Kalifatu. Już od początku IX wieku władzę nad krajami jakie powstawały w wyniku rozpadu Kalifatu przejmowały plemiona tureckich napierających na Bliski Wschód i Persję z ziem Azji Centralnej.

Odzyskana w poprzednim stuleciu niezależność okazała się nie być jednak czynnikiem, który mógł rozwiązać wszystkie problemy. Okres kolonialnej zależności, od potęg europejskich w XIX wieku i w pierwszej połowie następnego, był czasem dość połowicznych i krótkotrwałych reform, zarazem zrodził on sporo nowych problemów. Na wcześniej istniejące podziały nałożyły się nowe, dotykające takich tematów jak laicyzacja, europeizacja, powodujące całą serię nowych konfliktów.

Screen-Shot-2015-02-02-at-7.44.00-AM

System jaki starali się zainstalować Francuzi i Brytyjczycy (konstytucyjne monarchie) okazał się być bardzo nietrwały, w wielu krajach (jak Libia, Irak, Egipt) został on dość szybko zmieniony, zazwyczaj na rzecz lewicujących dyktatur. O strukturalnym powiązaniu krajów na Bliskim Wschodzie (po Afganistan) i w Afryce Północnej świadczyć mogą też podobne koleje ich dwudziestowiecznej historii oraz próby implementacji podobnych rozwiązań ustrojowych, prowadzących od wspomnianych monarchii konstytucyjnych, poprzez socjalizm (koncepcje Nassera, działalność partii BAAS w Syrii i Iraku) i odrodzenie islamistyczne w latach 70. i 80., po równie schematycznie rozumiane: dzisiejszy islamizm czy demokrację.

Próba prowadzenie suwerennej polityki, często rozumianej jako autarkia, z silnie akcentowanymi zagrożeniami dla tej suwerenności, wewnętrznymi czy zewnętrznymi (niekiedy w uproszczonym języku propagandy mające charakter swoistej paranoi), spowodowała ewolucję ustrojów wielu tych krajów, ku coraz bardziej zamkniętym systemom politycznym.

Źródła konfliktów

By objaśnić sprawę trzeba dokonać nieco głębszej analizy. Wspólnymi czynnikami są dla tych krajów Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu religia i układ społeczny, również są one bazą toczących się dziś konfliktów:

– konflikty religijne. Kraje islamskie do XVIII wieku pozostawały w stanie swoistego letargu, z którego wybudziła ich dopiero ekspansja krajów europejskich, której pierwszym efektem był rozpad Imperium Osmańskiego (powolny poczynając od pokoju karłowickiego w 1699 r.). W dalszej kolejności na przestrzeni XIX wieku wiele obszarów zamieszkałych przez wyznawców Islamu weszło w skład europejskich imperiów kolonialnych. Bezpośrednie zetknięcie się z cywilizacyjnie bardziej rozwiniętą Europą wywołało w obrębie samego Islamu, kultur arabskiej, perskiej czy indyjskiej potrzeby reformy i modernizacji, pomyślanej przede wszystkim jako narzędzie odzyskania utraconej suwerenności. Kwestia ta ma nie tylko wymiar społeczny, lecz w obrębie Islamu również niejako teologiczny, gdy z perspektywy doktryny muzułmańskiej bardzo problematyczną jest sprawa podlegania przez muzułmanina prawu tworzonemu przez niewiernego. „Reformacja” w obrębie Islamu zrodziła zarówno nurty liberalne (de facto nie odgrywające dużej roli), jak też fundamentalistyczne, których przykładem jest salafizm – krytycznie odnoszący się tak do wpływów cywilizacji zachodniej, jak też do dotychczasowej muzułmańskiej tradycji. Świat arabski poszukując modernizacji, która przyniesie mu upragnioną niezależność sięgał także do koncepcji socjalistycznych, odnajdując odpowiedź w marksizmie spojonym z nacjonalizmem.

Problem modernizacji, natury tej modernizacji i jej zakresu to jedna sprawa, drugą jest za to istnienie silnych podziałów religijnych, czyli przede wszystkim sprawa szyityzmu. Wyznawcy tego odłamu choć stanowią niekiedy spory odsetek społeczeństw krajów muzułmańskich (np. w Arabii Saudyjskiej to około 15% populacji) często są otwarcie lub nieoficjalnie ale faktycznie obywatelami drugiej kategorii. Dlatego też konflikty w Jemenie, Syrii i Iraku mają praktycznie charakter wojen religijnych.

– konflikty społeczne. Wojny toczone w Libii, Iraku, Afganistanie czy Jemenie to również konflikty plemienne, gdyż ten typ organizacji jest wciąż formą aktywną w społeczeństwach arabskich oraz środkowoazjatyckich. Przynależność do klanów lub plemion to również dzielenie losu jaki w danym kraju, w jego wewnętrznym układzie sił, przypadł danemu plemieniu/klanowi przed jednostkę. Warto nadmienić jak pozorna była modernizacja (w wymiarze społecznym) zaprowadzona przez socjalistyczne reżimy Saddama Husajna czy Muamara Kadafiego. Obaj, gdy tracili władzę w ostatecznym rozrachunku mogli liczyć na poparcie wyłącznie swoich klanów: pierwszy Tikritu, drugi Syrty (notabene dziś ważnego ośrodka Państwa Islamskiego – ISIS, w Libii). Często więc za podziałami politycznymi czy religijnymi kryją się podziały plemienne. W Afganistanie i Pakistanie obszary działania talibów pokrywają się z terenami zamieszkałymi przez Pasztunów. Rząd Hadiego w Jemenie, przeciw któremu działają szyici z północy, zgrupowani w konfederacji Huti, ma oparcie w konkurencyjnej dla nich konfederacji plemiennej Haszid. Poszczególne strony konfliktu w Libii – rząd w Tobruku oraz islamistyczny (nie-ISIS-owski) w Trypolisie (tzw. koalicje Świt i Godność) mają wsparcie poszczególnych zmilitaryzowanych klanów.

Konflikty symultaniczne

Jak wspomniałem konflikty w tych regionach są ze sobą powiązane, więź ta występuje na kilku szczeblach, wspomnianych już: religijnym (konflikty te toczą się w szeroko pojętym świecie muzułmańskim), społeczno-cywilizacyjnym (społeczeństwa, w których one przebiegają są do siebie podobne, choćby poprzez fakt występowania w nich struktur plemienny i parafeudalnych relacji) oraz politycznym.

ISIS_map_jane_s_july.0

Wojny w Syrii i Iraku, zmiany terytorialne

Więź polityczna ujawnia się poprzez uczestnictwo w nich tych samych graczy (państw oraz organizacji), występowanie wspólnych zjawisk politycznych oraz podobieństwa przebiegu. Powiązania te mają więc zarazem wymiar zjawiskowy, jak też czysto polityczny (decyzyjny), będący efektem polityki tych samych państw, organizacji i globalnych graczy.

Na przestrzeni ostatnich 5 lat obserwować można było pojawianie się kolejnych ognisk konfliktów; do istniejących już kryzysów w: Somalii, Palestynie, Afganistanie, Iraku (trwających od lat, z różną intensywnością), dochodzą te w: Syrii, Libii i Jemenie (oczywiście nie są to wszystkie). Stare konflikty nie wygasają, często wręcz pod wpływem nowych odżywają i intensyfikują się (np. oddziaływanie wojny w Syrii na konflikt w Iraku, lub promieniowanie wojny w Libii na konflikty w Algierii, Mali i Nigerii).

Zasadniczą zmianą jaka zaszła jest też wymknięcie się tych konfliktów spod kontroli, znaczy się ich ekspansja i eskalacja. Do jakiegoś momentu konflikt w Palestynie był opanowywany przez Izrael (częściowo nadal jest) i pozostawał de facto sprawą wewnętrzną Tel Awiwu. Podobnie wojna w Afganistanie po wycofaniu się z tego kraju wojsk sowieckich oraz ponownie po obaleniu przez NATO-wską koalicję rządów Talibów. Konflikty te nie zamierały, ale wegetowały na pewnym poziomie, „nie stanowiąc” zagrożenia (względnie) dla innych.

Konflikty opanowane

Za przykład może służyć wojna w Somalii, która w sposób otwarty lub „wycofany” toczy się od 1991 r. czyli od obalenia wieloletniego dyktatora Siada Barre’go. W pierwszych latach konfliktu miała miejsce nieudana interwencja amerykańska (walki o Mogadiszu w 1993 r.). Potem w toczącą się z wolna wojnę domową nikt nie interweniował, aż do 2006 r. gdy władzę w Mogadiszu objęli tzw. somalijscy talibowie z Unii Trybunałów Islamskich, co bezpośrednio zagroziło Etiopii. Dlatego też w 2006 r. wojska etiopskie wkroczyły do Somalii odsuwając UTI od władzy (zresztą na oficjalny wniosek somalijskiego Rządu Tymczasowego, przebywającego na emigracji w Dżibuti).

Wojska te wycofały się w 2009 r., lecz pozostawiły sytuację daleką od stabilizacji. I wprawdzie w 2015 r. Somalia jest krajem o wiele bardziej bezpiecznym niż w przeszłości, to dalej działają na tej terenie organizacje terrorystyczne (Al-Szabab). Etiopska interwencja zwyczajnie nie miała celu usunięcia zarzewia konfliktu, lecz wyłącznie uczynić go niegroźnym z perspektywy Etiopii. Podobnie można ocenić politykę Izraela w Palestynie, czy USA (oraz Pakistanu pozostającego nadal sojusznikiem Waszyngtonu w regionie) w Afganistanie. 

 Konflikt palestyński, choć ustawia kraje arabskie negatywnie względem Izraela, nie przenosił się nawet do krajów, gdzie obecna jest duża mniejszość palestyńska (jak choćby do Jordanii), gdzie mogłoby dojść z tej przyczyny do wybuchu konfliktu. Wojna w Afganistanie wprawdzie promieniowała, czy to do Pakistanu czy Tadżykistanu, lecz nie powodowało to na tamten moment rodzenie się nowych i długotrwałych wojen.

Tym samym, w jakiejś mierze, konsekwencje tych konflikty dla innych krajów (nawet sąsiednich), choć stanowiły przedmiot debaty i polityki międzynarodowych, bywały zminimalizowane, porównując więc je do raka – nie następowały przeżuty.

Utrata kontroli

Od interwencji irackiej Stanów Zjednoczonych można mówić o coraz szerzej zakrojonym „umiędzynarodowieniu” konfliktów na Bliskim Wschodzie – w sensie ich nieprzewidywanych konsekwencji, rodzeniu się nowych, często będących efektem wcześniej toczonych (najbardziej zależność tę widać w przypadku wojen w Iraku i Syrii).

Pomimo tego, że każdy z kryzysów miał własne ogniwo zapalne, często będące efektem warunków społeczno-politycznych w danym kraju, to bardzo szybko doszło do wzajemnego uwarunkowania się tych konfliktów, i tym samym ich wzajemnego podsycania i wzmacniania. Ich liczba oraz zasięg powodują również paraliż oraz blokowanie politycznej aktywności lokalnych graczy (jak np. konflikt w Afganistanie uniemożliwia Pakistanowi zaangażowanie się w wojnie domowej w Jemenie, pomimo nacisków Arabii Saudyjskiej, dla której natomiast ta sama wojna stanowi przeszkodę przed zaangażowaniem się w wojny w Iraku i Syrii).

yemen-ocha-map

Wojna w Jemenie

Blokowanie to bardzo często spowodowane jest dodatkowo czynnikami wewnętrznymi, które rezonują konflikt do wewnątrz poszczególnych krajów. Dwoma podobnymi przykładami są Arabia Saudyjska i Turcja. Pierwszy kraj jest w przeważającej mierze sunnicką (bardzo ortodoksyjną) absolutną monarchią, pod rządami jednego klanu – Domu Saudów, lecz na terenie królestwa żyje (wschodnia część kraju) również spory odsetek szyitów (dżafarytów i ismailitów) – około 15% populacji.

Konflikty w Iraku, Syrii i Jemenie mają w dużej mierze charakter konfesyjny, zwycięstwo szyitów z konfederacji Huti w Jemenie lub umocnienie się szyickiego rządu w Iraku (otwartego sojusznika Teheranu) może więc być groźne dla samej Arabii Saudyjskiej, spowodować nawet przerzucenie się walk sunnicko-szyickich do niej i w efekcie wybuch wojny domowej.

Natomiast z perspektywy Ankary groźne jest umacnianie się pozycji Kurdów w północej Syrii (Rożawa) oraz w Irackim Kurdystanie (efekt upadku kontroli rządów centralnych w Bagdadzie i Damaszku nad tymi terenami). Ośrodki te, jako niezależne lub semi-suwerenne, mogą oddziaływać do wnętrza państwa tureckiego, którego znaczne części zamieszkane są przez Kurdów i wzmacnia ich dążenia autonomiczne lub nawet separatystyczne. Tym bardziej, że Rożawa jest kontrolowana przez Partię Unii Demokratycznej (PYD) powiązaną z terrorystyczną Partią Pracujących Kurdystanu (PKK), działającą na terenie tureckiego Kurdystanu (gdzie na jesień 2015 r. armia turecka prowadziła działania pacyfikacyjne w związku z działalnością PKK).

Gracze

Przykłady te ukazują też inny problem i bardzo skomplikowaną sytuację polityczną, gdzie zakończenie jednego konfliktu wymaga wcześniejszego zakończenia innych. Jak pisałem wzajemność ich nie jest efektem wyłącznie bliźniaczych zjawisk społecznych, lecz również aktywnego udziału ośrodków politycznych: światowych mocarstw lub państw do takiego statusu aspirujących (USA, Rosja, Unia Europejska i Iran – których polityka w poszczególnych konfliktach bywa bardzo podobna), lokalnych graczy (Turcja, Arabia Saudyjska, Iran, Pakistan, Indie, grających podwójną rolę: stabilizatora i destabilizatora, często nawet w tym samym konflikcie) oraz międzynarodowych organizacji, jak Al-Ka’ida, Bractwo Muzułmańskie czy Państwo Islamskie.

Pomijając sens i cele polityki takich krajów jak Rosja czy USA, co wymaga osobnego artykułu, skupię się na lokalnych, relatywnie dużych państwach (Turcja, Arabia Saudyjska, Pakistan, Egipt, Iran).

Kluczowe są dwa konflikty stanowiące rdzeń wydarzeń militarnych i politycznych w regionie: wojny w Jemenie oraz Syrii i Iraku (z uwagi na ISIS i Kurdów można je traktować jak jeden, transgraniczny konflikt). Wojny w Syrii i Iraku są najlepiej „rozpracowana” medialnie, najlepiej kojarzone.

Stronami walk są z jednej strony rządy w Bagdadzie i Damaszku. Rząd w Bagdadzie kierowany jest przez koalicje szyickich partii, które dominują w Iraku od ustanowienia tam rządów demokratycznych, reprezentują one szyicką większość tego kraju. Przeciwnikami rządu są zarówno siły z pod znaku partii BAAS (nielegalnej), jak też sunniccy fundamentaliści, wśród których dominację uzyskało po 2014 r. Państwo Islamskie, które walczy też z autonomicznymi siłami Regionu Kurdystanu (Peszmergami).

W Syrii z rządem Baszara Al- Asada w Damaszku (wywodzącym się ze środowisk socjalistycznych partii BAAS w Syrii, ale również szyickiej mniejszości Alawitów) walczą środowiska rebelianckie spod znaku Wolnej Armii Syryjskiej (FSA) powiązanej z Syryjską Koalicją Narodową, Kurdowie z regionu Rożawy oraz środowiska dżihadystowskie, w tym ISIS. Przy tym, że ISIS pozostaje również w konflikcie z Kurdami z Rożawy oraz FSA. Stany Zjednoczone, inne kraje zachodnie, jak też Turcja i Arabia Saudyjska oficjalnie popierają FSA. Stany Zjednoczone w 2014 r. również dość otwarcie popierały walczących z ISIS Kurdów, lecz naciski Ankary doprowadziły do nawet oficjalnego wycofania się z tego wsparcia. Rząd Al-Asada wspierają Rosja i Iran (choć Teheran zdecydował w końcu roku o znacznym zmniejszeniu swoich sił w Syrii z 7000 do 700).

Wojna w Jemenie jest lustrzanym odbiciem wojny syryjskiej. Tam siłami buntującymi się są szyici, który w 2014 r. opanowali stolicę Sanę, tak że rząd prezydenta Hadiego musiał przenieść się do Adenu, które to miasto utrzymał tylko dzięki wsparciu koalicji pod wodzą Arabii Saudyjskiej (poza tym Kuwejt, Katar, ZEA i Sudan). Rolę Al-Asada w Jemenie pełni natomiast obalony w 2012 r. prezydent Salih (rządzący poprzednio Jemenem od 22 lat). Jednostki wierne byłemu prezydentowi wsparły powstańców z konfederacji Huti.

W Jemenie działa też, jako trzecia siła, nie wspierana przez żaden duży kraj, Al-Ka’ida Półwyspu Arabskiego (AQAP), która opanowała pustynne rejony na wschodzie kraju. Przez pewien moment obecne były też osobne jednostki ISIS, lecz zostały prawdopodobnie wyparte przez AQAP.

Scenariusze

Turcja wspiera w Syrii opozycyjne FSA, a oficjalnie przeciwna jest ISIS oraz rządowi Al-Asada, za to Kurdów z Rożawy nie wspiera, co nie znaczy, że ignoruje; część jednak obserwatorów oskarża Ankarę o to, że prowadzi działania przeciw Kurdom (ostrzały i naloty), a nawet że przymyka oko na działania ISIS (lub nawet je wspiera), gdy te wymierzone są w Kurdów.

W przypadku jednak Kurdystanu Irackiego jest inaczej, relacje władz tego regionu oraz Ankary są poprawne, a nawet oceniane są jako sojusznicze. Z  perspektywy Ankary najbardziej oczekiwane byłoby przejęcie władzy w Syrii przez SKN, choć obecnie ten scenariusz jest bardzo mało prawdopodobny: FSA i jej sprzymierzeńcy władają bardzo małym obszarem kraju – w północno-zachodnich rejonach, nie władają też żadnym większym miastem. Najmniej oczekiwanym rezultatem byłyby albo zwycięstwo Al-Asada albo rozpad Syrii z usamodzielnieniem się Syryjskiego Kurdystanu, jako bazy PKK. Arabia Saudyjska ma podobne oczekiwania jak Ankara. Rijad realizuje z jednej strony tzw. doktrynę Salmana (od imienia swojego króla), głoszącą zjednoczenie sił sunnickich państw przeciw „szyickiemu ekstremizmowi”, z drugiej w 2015 r. stanęła na czele koalicji 34 państw muzułmańskich przeciw ISIS. Pomimo zbieżności oba te kraje nie prezentują się jako sojusznicze, a to z racji rywalizacji o przewodnictwo w świecie sunnickim.

Inną zupełnie perspektywę posiada Iran, wspierający militarnie Damaszek i Huti. Iran, jak też Rosja, w swojej polityce (i propagandzie) kieruje się przede wszystkim przeciw dżihadystom (z ISIS lub Al-Ka’idy), zrzucając m.in. na Rijad, Waszyngton i Ankarę odpowiedzialność za wojny domowe jakie toczą się teraz w Syrii, Iraku i Jemenie. Dla Iranu oczekiwany scenariusz to zwycięstwo Al-Asada i Huti oraz umocnienie się Iraku jako mniejszego partnera.

mobile

Uproszczone, lecz pomocna ściąga do konfliktów na Bliskim Wschodzie 

Ostatni duży gracz – Egipt, odgrywa mniejszą rolę, w przypadku Jemenu częściowo wspiera rząd Hadiego, lecz przede wszystkim jest rywalem Ankary – co najlepiej widać w Libii, gdzie Egipt i Turcja wspierają przeciwne strony (Egipt również dostarczając rządowi w Tobruku sprzęt wojskowy).

Każdy ze wspomnianych konfliktów ma swojego głównego „opiekuna”: kraj, który w najistotniejszy sposób wpływa na przebieg konfliktu i którego postawa jest kluczowa w sprawie jego ewentualnego zakończenia: w przypadku wojny w Syrii jest to Turcja, w Iraku Iran, w Jemenie Arabia Saudyjska, w Afganistanie Pakistan, w przypadku konfliktu w Libii rolę taką stara się pełnić Egipt, w przypadku Somali rolę tę odgrywała Etiopia.

Oczywiście, jak wspomniałem, nie są to nigdy jedyni gracze. Problem jest w tym, że w żadnym z tych konfliktów żadne ze wspomnianych państw nie odgrywa roli stabilizatora, lecz wręcz przeciwnie, z racji tej że każdy z tych krajów wspiera tylko jedną ze stron konfliktu lub prowadzi podwójną politykę (np. Pakistan wspierający Talibów), skutkuje to zawsze zaostrzeniem walk. Przy tym że zakończenie konfliktu w Syrii po myśli Ankary czy w Libii po myśli Egiptu są mało realne.

Przykładowo, w Libii Kair oczekiwał powtórzenia się scenariusza egipskiego – w obu krajach po 2011 r. i obaleniu dyktatorów: Kadafiego i Mubaraka, do władzy doszli islamiści (Bractwo Muzułmańskie: Nouri Abusahmain w Libii jako przewodniczący parlamentu i prezydent Moursi w Egipcie).

W Egipcie wojsko od wodzą generała Abdela Al-Fattaha Al-Sisiego wykorzystało niepokoje społeczne i  w 2013 r. odsunęło Moursiego od władzy. W 2014 r. w Libii podobny scenariusz próbował przeprowadzić generał Chalifa Haftar (dziś główna podpora rządu w Tobruku), lecz zamach stanu przebiegł inaczej niż planował. Przypadek Libii jest też przykładem próby przeniesienia scenariusza rozwiązania konfliktu z jednego kraju (Egiptu) do drugiego, na zasadzie modelu – przy tym że bez powodzenia.

Na obecnym etapie konfliktów żadne z krajów-graczy nie jest w stanie osiągnąć zamierzonego celu, a możliwe polityczne scenariusze w przypadku wszystkich konfliktów to rozpad krajów, gdzie toczą się wojny (poza Palestyną, gdzie można mówić o ewentualnym wznowieniu walk jeśli wybuchną one w Jordanii). Tym samym istnieje niebezpieczeństwo powstania: dwóch, co najmniej, państw na terenie Libii, Afganistanu i Jemenu oraz trzech na terenie Syrii i Iraku. Dlatego też w stolicach najważniejszych krajów (Turcja, Arabia Saudyjska, Iran, Egipt) rodzi się idea, którą określiłbym jako „wyzerowanie gry”, czyli próba powrotu do, maksymalnie na ile to możliwe, stanu sprzed wybuchu konfliktu w danym kraju. W końcu 2015 r. w Syrii, Jemenie, Afganistanie i Libii rozpoczęły się prawie symultaniczne rozmowy pokojowe, z których wiele zakłada scenariusz typu win-win. Znaczy się wszyscy zostają w grze, a karty są rozdawane od początku.

Źródło zdjęć:

Patrick Feller, When will [we] ever learn?

Radical Islam

Islamic State

Yemen war 

Źródła

Martin Beck, The Arab uprising five years after, Center for Mellemoststudier, grudzień 2015.

Aleksander Mitreski, Civil war in Yemen: a complex conflict with multiple futures, Arab Center for Research and Policy Studies, sierpień 2015.

Cenzig Gunes, Robert Lowe, The impact of the Syrian war on Kurdish politics across the Middle East, Middle East and North Africa Programme, lipiec 2015

Shams uz Zaman, Rise of the non-state actors in Middle East, IPRI Journal XV, no. 1, 2015.

Wolfram Lacher, The UN wants to end Libya’s civil war. Here’s the big challenge they face, The Washington Post [dostęp 8.01.2016]

Share Button

Powiązane wiadomości

Napisz odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są za pomocą *



© 2014 Centrum Schumpetera. WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.