Demokracja w odwrocie

Carl Gershman, prezydent National Endowment for Democracy, jest autorem jednego z wielu artykułów jakie pojawiły się na przełomie 2015 i 2016, a które starają się opisać stan demokracji w poprzednich latach. I jest on jednym z tych autorów, którzy stan ten opisują w czarniejszych barwach.

W wielu mediach, instytucjach badawczych i think tankach pojawiają się głosy mówiących o kryzysie demokracji, jej odwrocie, z podawaniem bardziej lub mniej trafionych przykładów mających potwierdzać Kassandryczne wizje. Z jednej strony należy do ocen tych, oraz zapowiedzi przyszłych wydarzeń, podchodzić z dużą dozą sceptycyzmu. Często chorują one na powierzchowność, niekiedy powiązaną z jawną stronniczością oraz, jeśli formułowane są przez zachodnich obserwatorów, ze swoistym oderwaniem od życia. Jeśli sam Carl Gersham podaje jako ilustracje rzeczonego cofania się demokracji w świecie, w jednym rzędzie przykłady komunistycznych Chin, monopartyjnych rządów w Etiopii, wojskowych w Tajlandii oraz sporów na Węgrzech i w Polce, to w oczywisty sposób jego analizę trudno traktować inaczej niż zwykłe narzekania typowego liberała. Zarazem jednak ignorować nie da się faktu, że w świecie zachodzą dziś, również w kwestii ustroju i rozwiązań politycznych, jakieś zasadnicze, może nawet epokowe, zmiany, które należy postarać się ująć i zrozumieć.

Jest kilka powodów, dla których to właśnie dziś, pojawiają się tak krytyczne oceny stanu współczesnych demokracji, są one dodatkowo dość złożone, lecz pozwolę sobie stwierdzić, że tylko cześć ze wskazywanych czynników można uznać za zasadne. Samo postrzeganie kryzysu demokracji, wydaje mi się, posiada źródła w trzech oddzielnych kwestiach.

Demokracja jako ustrój najlepszy

Pierwsza to teliczne i aksjologicznie zdefiniowanie demokracji, co prowadzi do negatywnej oceny realnie istniejących ustrojów, nie spełniających wysokich wymagań jakie przed nimi się stawia w tego typu definiowaniu. Już na samym początku pojawia się pytanie: mówiąc o demokracji to zasadniczo o czym? Demokracja jaką ją dziś obserwujemy, wbrew postrzeganiu jej jako gotowego pakietu rozwiązań, spójnych wewnętrznie, „wymyślonych” i racjonalnie poskładanych, jest tak na prawdę pojęciem określającym cały zbiór różnorodnych rozwiązań, które nawarstwiały się w ciągu wieków ewolucji ustrojów politycznych w Europie.

W obowiązującym dziś dyskursie pojęcia takie jak: liberalizm, wolny rynek, wolność sumienia, republika, konstytucja, parlamentaryzm, rządy prawa, nie dość że występują obok siebie, to traktowane są wręcz jako synonimy. Łatwo też tworzy się, utwierdzające te schematy połączenia, jak: liberalna demokracja, republika demokratyczna itp. Tym samym o sceptycyzmie klasycznych liberałów, nie mówiąc już o traktowaniu republiki i demokracji jako form konkurencyjnych, nie ma już mowy.

Demokracja znaczy dziś tyle co „ustrój najlepszy”: parlamentarno-konstytucyjna republika, kierującą się zasadą państwa prawa, reprezentacji i partycypacji społeczeństwa, z szerokim wachlarzem uprawnień, wolności i praw (dodatkowo definiowanych nie jako nakaz, lecz jako przywilej, jak np. prawa człowieka). Semantyka ma o tyle znaczenie, że wpływa na ostateczną interpretację ustroju, która mówi że wszystkie wyżej wspomniane czynniki mają/powinny prowadzić do demokracji lub/i jej wzmocnienia, poszerzenia i utrwalenia.

Służy to również w przypadku rozstrzygania sporu między różnymi, niekiedy sprzecznymi ze sobą zasadami składowymi demokracji. Zasady uznane za bardziej demokratyczne zajmują wyższą pozycję. W Stanach Zjednoczonych rok 2015 był kolejnym rokiem sporów obywatelskich o podłożu rasowym; gdy w niektórych miastach dochodziło do zamieszek i, w ich wyniku, do zniszczeń i rabunków mienia, część komentatorów miała skłonność do usprawiedliwiania wydarzeń i ich następstw jako „gniewu ludu”, kategorii, która okazała się wyżej usytuowana niż „rządy prawa”.

Demokracja aksjologiczna

To demokratyczność par excellence nadaje ustrojowi aksjologię oraz wyznacza cele ostateczne. W podejściu do demokracji można, wydaje mi się, wyznaczyć dwa zasadnicze kierunki. Jeden definiuje ją przede wszystkim normatywnie, widzi więc w demokracji formę rządów, organizowania społeczeństwa oraz państwa, ze szczególnym naciskiem na zjawisko władzy, w ramach której powinny być odnotowane wymienione wcześniej czynniki. Tym samym demokratycznym państwem określimy te, w którym rządy sprawuje szereg urzędów (najlepiej zbalansowanych), będących reprezentacją społeczeństwa, powołanych w drodze wyborów, kierujących się zasadami praworządności itp. Szczegóły jednak mogą być bardzo różne. 

 Drugie podejście skupia się na tym, aby państwo w swojej polityce kierowało się „demokratycznymi wartościami”. I w tym momencie pojawia się zasadniczy problem, bo definiowanie demokracji jako konkretnego zestawu aksjologicznego, pakietu określonych rozwiązań, po pierwsze traktuje demokracje z pozycji efektu jaki osiągnęły konkretne społeczeństwa, kierujące się tym ustrojem, a po drugie może wręcz służyć jako ograniczenie demokracji definiowanej normatywnie. Do większego pomieszania prowadzi, gdy formalnie akceptuje się normatywne postrzeganie demokracji, lecz z góry oczekuje że reprezentujące społeczeństwo władze podejmować będą „demokratyczne”, w sensie aksjologicznym, decyzje. Np. jeśli zdefiniuje się aborcje na życzenia lub posiadanie broni jako prawa człowieka (a realizacja wymagań określanych jako prawa człowieka jest ważnym telosem demokratycznym), to praktycznie każda decyzja, nawet formalnie demokratyczna, zabraniająca aborcji lub ograniczająca dostęp do broni będzie „niedemokratyczna” dla określonej strony w aksjologicznym sporze.

W oczywisty sposób powoduje to bardzo stronnicze podejście do tego co jest, a co nie, demokratyczne. To w sytuacji gdy rozważania teoretyczne nad demokracją są w wysokim stopniu złożone i pełne komplikacji.

Rola społeczeństwa cywilnego

Wbrew mniemaniom demokracja jako teoria nie była tworzona „na surowym korzeniu”, lecz determinowały ją filozoficzne rozstrzygnięcia dokonane w okresie nowożytnym. Jednym z najważniejszych jest dychotomia państwo-społeczeństwo, która bardzo utrudnia, a nie ułatwia, implementację antycznego pomysłu jakim są „rządy ludu”. Demokracja (czy raczej politeja) rozumiana była przez Arystotelesa jako ustrój prowadzący do „upolitycznienia” społeczeństwa (ogółu obywateli), co należy rozumieć jako „upaństwowienie” tegoż. Dzisiejsze rozumienie demokracji oznacza proces całkiem odwrotny, zakładający mianowicie „uspołecznienie” państwa. W ramach obecnego rozumienia demokracji funkcjonuje pojęcie „społeczeństwa obywatelskiego”, które często znaczy „pozapaństwowe”, gdzie państwo to tyle co zespół urzędów, a stan „społeczeństwa obywatelskiego” staje się kluczowy. Dlatego też w wielu analizach stanu demokracji największy ciężar kładzie się właśnie na sprawę społeczeństwa obywatelskiego i jego uprawnień. Niekiedy wręcz sprowadza się ją do istnienia „społeczeństwa pozapaństwowego”, w rozumieniu wolnego i autonomicznego. Demokracja staje się synonimem sytuacji, gdy społeczeństwo rządzi się maksymalnie „samo”, bez interwencji państwa.

Do tego dochodzi sprawa wolności jednostki. Daje się wyczuć skłonność, aby za demokratyczne postrzegać te państwa, które ograniczają jednostkę, poprzez prawo, w stopniu minimalnym. Co jednak gdy prawa te są wynikiem „woli zbiorowej” wyrażonej przez demokratyczną większość? Czy wolność jednostki to wolność od praw, ale też od decyzji społeczeństwa demokratycznego, i tym samym od samej demokracji?

EIU_Democracy_Index_2014_green_and_red

Stan demokracji w świecie wedle Democracy Index 2015

Obrońcy definiowania demokracji z perspektywy aksjologicznej słusznie zauważają jednak, że podejście to jest potrzebne w świecie, gdzie mamy sporo systemów parademokratycznych, gdzie oficjalnie działają mechanizmy demokratyczne (np. Etiopia, Uzbekistan), ale w oczywisty sposób nie są one demokracjami. Również i dziś mamy do czynienia z licznymi naruszeniami praw człowieka, jak wolności słowa czy zrzeszania się, do jakich dochodzi w krajach formalnie demokratycznych, których krytyka możliwa jest właśnie z perspektywy aksjologicznej. Bez niej formalna krytyka systemów politycznych w Arabii Saudyjskiej czy Chinach byłaby niemożliwa. Znamienny jest też przypadek Rosji i Białorusi, gdzie sceptycznie podchodzi się nawet do samego pojęcia „demokracja”, choć formalnie w obu krajach występują elementy tego ustroju.

Ograniczenia

Istnienie „demokratycznych wartości” jest miernikiem czy państwo jest faktycznie demokratyczne. Aksjologizacja rozumienie „najlepszego ustroju” jest ważnym źródłem krytycznej oceny jego stanu w ostatnich latach. Wpływają  na to wspomniane wcześniej naruszenia uprawnień jednostki oraz społeczeństw obywatelskich, ale też cofanie się już wcześniej, pozytywnych zmian, np. w Hong Kongu oraz przede wszystkim w krajach arabskich.

Lecz do stwierdzenia, że z demokracją w danym państwie nie jest dobrze, może prowadzić choćby zwycięstwo sił politycznych, które niosą ze sobą inny zestaw aksjologiczny. Szczególnie odcień „narodowy” oraz religijny sprowadza na dane państwo podejrzliwość ze strony „aksjologistów”. W przypadku Iranu nie da się w oczywisty sposób mówić o systemie demokratycznym, ustrój państwa przez jego własną konstytucję określony jest jako teokratyczny (rządy duchowieństwa), jednakże rządy islamistów w Turcji mają zupełnie inny kontekst ustrojowy. Z taką samą podejrzliwością spotykały się rządy ugrupowań religijnych w Egipcie czy Tunezji; Jorg Armbruster w swojej pracy poświęconej „Arabskiej Wiośnie” pisał o partiach islamistycznych jako o tych, które mogą szybko zdusić młode demokracje, choć za ich likwidacje lub ograniczenie odpowiedzialni, za każdym razem, byli ludzie dalecy od islamistów. Normatywistyczna definicja demokracji również zakłada, że demokratyczne społeczeństwo działa w pewien sposób, iż istnieje jakiś określony sposób reagowania, bez jednak aksjologicznego wykluczania.

Słabość państw demokratycznych

Sprawą drugą, choć powiązaną z pierwszą, jest seria oczekiwań, o naturze tak naprawdę politycznej, gdy chodzi o działania i postawy krajów demokratycznych w relacjach międzynarodowych. Państwa w oczywisty sposób kierują się, zdefiniowanym przez własne elity polityczne, interesem. U autorów mówiących o kryzysie demokracji da się wyraźnie wyczuć, jeśli nie literalnie wyczytać, krytykę polityki różnych państw w polityce zewnętrznej. Jednym z przykładów mogą być Węgry, gdzie artykuły krytykujące politykę Orbana jako przejaw odchodzenia od demokracji podają m.in. bliskie stosunki z Rosją.

RGB_FOTP_2015Report_HistoricalTrends-700x264 SCCD KL

Geopolityczne następstwa takich działań to jedna sprawa, lecz gdy „konszachty” z Putinem premierowi Węgier wypominają kraje zachodnie, same „spiskujące” z Teheranem, to słowo hipokryzja nasuwa się samo. Relacje z państwami postrzeganymi jako „wrogie demokracji” są ważnym miernikiem, które mogą zaliczyć dane państwo do „niedemokratycznych” lub odchodzących od demokracji. Tajwan za rządów Kuomintangu był przez krytyków, wewnętrznych i zewnętrznych, oskarżany o niedemokratyczność również z uwagi na zażyłość z Pekinem. Choć nasuwa się pytanie czy bliskie stosunki Wietnamu z Waszyngtonem, czynią ten pierwszy bardziej demokratycznym, czy może jednak działa to tylko w jedną stronę.

Obok więc postrzegania demokracji z perspektywy realizacji endemicznych dla niej wartości, drugim czynnikiem mającym świadczyć o kryzysie systemu jest „odwrót” państw demokratycznych, rozumianym nie tylko jako „odchodzenie od demokracji”, lecz też ich słabszą niż jeszcze dekadę temu pozycja międzynarodowa. Izolacjonizm Stanów Zjednoczonych, wojny domowe w Afganistanie, Libii oraz Iraku (gdzie w przypadku tych krajów liczono na pozytywne przemiany), oczywiście wojna na Ukrainie – wszystko to ma świadczyć, że w globalnym starciu kraje demokratyczne pozostają w tyle za tymi z przeciwnego obozu.

Ostatnie lata faktycznie były czasem umacniania się na arenie międzynarodowej, lub też dużej aktywności, krajów jawnie nie posiadających demokratycznego ustroju lub niedemokratycznych „tylko” de facto. Sukcesy na arenie międzynarodowej odnoszone przez Rosję, Chiny, ostatnio Iran, mogą powodować realne zaniepokojenie. Tym bardziej, że spór co do spraw ustrojonych jest również częścią ich polityki. Wojna rosyjsko-ukraińska ma w jakiejś mierze również wymiar sporu ustrojowego, metapolitycznego.

Jeśli podsumować obie te oceny: słabość państw demokratycznych, w powiązaniu z bardzo wąskim (aksjologicznych) zaliczaniem zjawisk politycznych do szlachetnego grona tych demokratycznych, rodzi to faktycznie bardzo pesymistyczny krajobraz współczesnego świata. Jednak może być to również wynikiem serii swoistych uproszczeń, tak w kwestii tego co ma miejsce, jak i w sprawie definicji. Wedle mnie wskazuje to bardziej na potrzebę widzenia demokracji jako zjawiska politycznie niesamowystarczalnego, lecz istniejącego w ścisłej zależności z innymi czynnikami.

Potrzeby społeczeństw

Czy jakiekolwiek społeczeństwo zdecyduje się na demokratyczny ustrój, jeśli nie przyniesie on mu również zamożności, stabilności i bezpieczeństwa, a jego państwu wpływów i znaczenia. Analitycy wieszczący załamanie demokracji ewidentnie nie radzą sobie też w sytuacjach bardziej złożonych, konfliktów wewnętrznych, szczególnie o podłożu narodowym i religijnym. Po 2011 r. następuje wyraźne przesunięcie w polityce wewnętrznej w Birmie w stronę rozwiązań demokratycznych (wolne wybory, demilitaryzacja władzy). Zarazem w kraju tym zostały spore przestrzenie ustrojowego „wyłączenia”, podlegające dalej wojsku. Analiza sytuacji nie może jednak zignorować faktu, że państwo to jest głęboko podzielone narodowościowo, a zbyt szybkie wejście na drogę „pełnej demokratyzacji” mogło by zakończyć się jego rozpadem. Aby również zrozumieć najnowsze dzieje Wenezueli, gdzie w demokratyczny sposób społeczeństwo oddało władzę byłemu puczyście, lub Nepalu, gdzie wolne wybory wygrali maoiści, wymaga to uświadomienia sobie kompleksowości zjawisk politycznych.

Kryzys polityczności

Zwycięstwa „wrogów demokracji” (czy choćby liberalnej demokracji) to wedle mnie nie tyle dowody kryzysu ustroju demokratycznego, tylko, przechodząc do czynnika trzeciego, raczej samej polityczności i państwa jako takiego. Zjawisko z jakim mamy do czynienia określił bym raczej jako występujący w skali globu imposybilizm instytucji państwa, w sytuacji gdy nie ma też czemu roli, jakie instytucje te spełniają, przekazać, gdy brak jest alternatywy. Kryzys ekonomiczny w 2008 r. w USA, jak i w Chinach w 2015 r. odsłania słabość państwa i jego instytucji. I to w czasie, gdy jak przewidział George Freedman, rola państwa i oczekiwania względem niego są duże i rosną.

W Europie w wyniku (między innymi) kryzysu imigracyjnego rosną marginalne dotychczas partie prawicowe, co spędza sen z oczu rzesz liberalnych komentatorów, lecz przecież przede wszystkim są to ruchy „anty-systemowe”, które w przypadku niewydolności instytucji państwowych zyskują szansę na przejęcie władzy, głosząc potrzebę sanacji. Paradoksalnym przejawem kryzysy tych instytucji jest pojawienie się m.in. takich organizacji jak ISIS, quasipaństwowej wspólnoty, czy następująca  w wielu krajach objętych działaniami wojennymi re-trybalizacja.

Demokracja miała zagwarantować, że państwo zdolne będzie sprostać wyzwaniom jakie się przed nim pojawiają, gdy państwo zawodzi, następuje odrzucenie demokracji. Obok tego występuje kryzys zasad polityczności: związku społeczeństwa i państwa. Przy tym, że stosunek demokracji do polityczności był zawsze pełen sprzeczności, gdy z jednej strony demokracja jest w zasadniczej swojej postaci par excellence polityczna, z drugiej zawarta była w niej obietnica postpolityczności, wspomnianego społeczeństwa bez państwa. Załamanie się polityczności na poziomie tożsamości jak i funkcjonowania owocuje albo negacją demokracji (jak w Rosji) lub paradoksalnie poszukiwaniem bardziej radykalnych wersji systemów demokratycznych (wariacje demokracji bezpośredniej, jak meksykańscy Zapatyści, czy projekt „demokracji bez państwa” u syryjskich Kurdów) lub postpolitycznych (jak właśnie ISIS).

Źródła:

Freedom House, Freedom in World 2016

Thalif Deen, Democracy on the retreat in over 96 of the 193 U.N. member states. “Inter Press Service” [19.02.2016].

Robert Kagan, The weight of geopolitics, “Journal of Democracy”, vol. 26.

Carl Gershman, Democracy’s Retreats and Tentative Advances in 2015, “World Affairs” [19.02.2016].

Źródło zdjęcia:

Fillippo Minelli, Democracy

Share Button

Powiązane wiadomości

Napisz odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są za pomocą *



© 2014 Centrum Schumpetera. WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.