Z atomem czy bez, droga do kapitalizmu w Iranie jest trudna

Irytujące, bezpodstawne podniecenie o irańskiej ekonomi. To opinia, którą wbrew pierwszemu entuzjazmowi, podziela cześć znawców Iranu. Mianowicie, spodziewana iskierka, która miała rozjaśnić drogę Iranu do zdrowego kapitalizmu, okazuje się być pochopnym życzeniem. Irańczycy nie doczekają się prosperity tak szybko jak tego oczekiwano.

Ekonomiczna Ziemia Obiecana a teokracja ajatollahów

Decydenci na Zachodzie żywili nadzieję na szybki sukces Iranu po zniesieniu sankcji, ignorując całą otoczkę kulturową i mentalną jaka funkcjonuje w tym kraju. Uznali tylko materialne cele Irańczyków, zapomnieli o polityce. Jak to ładnie ujął T. Judt pisząc o wadach Zachodniej demokracji:

Opisujemy nasze zbiorowe cele wyłącznie w terminologii ekonomicznej – dostatek, wzrost, PKB, efektywność, wydajność, stopy procentowe, notowania giełdowe – tak jakby nie były one tylko środkami do zbiorowo wyznaczonych celów społecznych i politycznych, lecz same w sobie koniecznymi i wystarczającymi celami. (…) Tam, gdzie liczy się wyłącznie polityka ekonomiczna, demokracja oddaje pole polityce frustracji, politycznego resentymentu.

Takie myślenie powieli zachodni politycy wobec Irańczyków myśląc, że jeśli uda im się wyjść z biedy wywołanej sankcjami, to cała reszta jakoś się ułoży. Iran przestanie być pariasem Bliskiego Wschodu, kiedy wskaźniki ekonomiczne strzelą w górę. Sądzono, że wcześniejsze niepokoje polityczne i turbulencje ideologiczne da się stabilizować pieniędzmi. Pieniędzmi, których jeszcze nie ma, ponieważ nikt ich nie obiecał wprost. Genewski deal za zniesienie sankcji, to nie była inwestycja, po której realizacji wykonano przelew, a tylko perspektywa stabilizowania gospodarki, być może bardzo mozolna.

I tak źle, i tak niedobrze

Aby to dokładnie wyjaśnić trzeba cofnąć się kilka lat wstecz. Cześć bardziej światłych Irańczyków próbowała wpłynąć na teokratyczny reżim podczas protestów w 2009, kiedy wygrana Ahmadineżada miała znamiona fałszerstwa. Protesty te, znane światu jako Zielona Rewolucja, nie przyniosły ze sobą konstruktywnych zmian politycznych, nie mówiąc o reformie systemu gospodarczego. Bardzo wielu biznesmenów, którzy nie byli powiązani z reżimem, szybko przekonała się, że pierwszy entuzjazm z protestów nie masz szans w starciu z machiną wszechwładnego państwa. Strażnicy Rewolucji, korpus najbardziej elitarnych żołnierzy reżimu, zwiększyli swoje wpływy w strategicznych sektorach przemysłu, zniechęcając perswazję lub siłą każdego kto był przeciw. Dotyczy to rodzimych i zagranicznych firm. Cześć z nich opuściła Iran, ustępując miejsca np. Khatam al-Anbiya, wisience na torcie, firm kontrolowanych przez Strażników. Iran stawał się przez to coraz bardziej przesiąknięty korupcją, ekonomicznie izolowany przez sankcje i chory przez nepotyzm na niespotykaną skalę. Błogosławieństwem i antidotum miał być deal z Genewy, i wyeksponowanie przez perską teokrację tych polityków, którzy Zachodowi kojarzą się, mniej więcej, z liberalizmem. Nawiasem mówiąc, perski liberalizm nie ma wiele wspólnego z tym pojęciem wg. kryteriów zachodnich. Jest raczej próbą mydlenia oczu przy użyciu słownej retoryki, a nie szczerym otwarciem na te prądy myślowe.

Krótka chwila radości i długa droga przed nimi

Tak czy inaczej, stało się. Mocarstwa i Iran podpisały ten długo negocjowany kompromis. Prze pierwsze tygodnie od sygnowania porozumienia, Irańczycy przestali czuć bezradność i obawy o własną przyszłość. Żyli złudzeniem, że teraz już będzie lepiej i tylko lepiej, szczególnie w sferze gospodarczej. Wyjątkowo istotne było to dla śmietanki biznesowej. Uwierzyli i w ten dokument, i w Rouhaniego. Nie czekając jednak na namacalne efekty tej zmiany, zaczęli śnić o prawdziwych pieniądzach, które miała przyjść, nie wiadomo jeszcze jaki i kiedy, ale miały; i o międzynarodowej współpracy, po posusze z okresu sankcji, nawet o tych z USA, a może o tych szczególnie.

Dwa lata później, w 2016, sytuacja nie jest tak kolorowa i jednoznaczna. Choć nadzieja i wiara w  zmianę jest nadal obecna w ludziach, to pojawił się też trzeźwy osąd sytuacji. Jeśli Iran ekonomicznie ma się naprawdę odbić, musi trwać dłużej, będzie wymagać więcej pracy i poświęcenia. Marzenia trzeba było skonfrontować z danymi ze statystyki.

Wygląda to tak. Całkiem nieźle ma się sektor usług. W Teheranie, szczególnie tym bogatym tj. północnym, pobudowano wiele nowych luksusowych hoteli i centrów handlowych, zapełnionych sklepami z drogimi markami typu Bulgari czy Roberto Cavalli. Inflacja w tym czasie spadła z 4o% od kiedy w 2013 roku Rouhani obejmował urząd, do jakiś 13% obecnie.

To są te plusy widoczne od ręki dla przybysza z zewnątrz. Ciemną stroną irańskiej gospodarki jest wysokie bezrobocie wśród młodzieży tj. 25%, a to bardzo młody naród, 60% z nich nie ma 30 lat.

Cenny podstawowych produktów żywnościowych utrzymują się na wysokim poziomie, podobnie jak koszty utrzymania w mieście. W samym Teheranie straszy wiele niedokończonych budynków i innych projektów, na które zabrakło pieniędzy lub je przeszacowano. Waluta pozostaje niezmiennie słaba. Na wsi i prowincji jest taniej, ale też dużo biedniej, jest duży problem z zatrudnieniem, a aspiracje młodego pokolenia Irańczyków rosną szybciej niż wskaźniki ekonomiczne.

Na zadyszce do wyborów

Rouhani przed nadchodzącymi wyborami, które właśnie się odbyły (wygrali reformiści, czyli polityka irańska nie powinna diametralnie ulec nagle zmianie), robił co mógł by złagodzić frustrację, która wynikła z przeszacowanych oczekiwań po genewskim porozumieniu. Próbował zaszczepić na nowo, nadzieję na lepsze jutro, dla Irańczyków.

Obiektywnie miał i ma on rację. W dłuższej perspektywie, jeśli Bliski Wschód nie pogrąży się w mrokach średniowiecza, i nie pociągnie za sobą Persów, mogą oni odbudować swoją pozycję ekonomiczną  i rolę hegemona regionu wobec Saudów. Ale to proces, który  potrwa, czyli żadna dobra obietnica wyborcza, jeśli dobrobyt przekłada się na bliżej nieokreśloną przyszłość.

W chwili szczerości, podsumował to zgrabnie Alireza Azimzadeh: Musi minąć przynajmniej 1o lat, by Iran nadrobił to, co zostało zdewastowane przez okres sankcji. Czyli jest potencjał. Potrzeba czasu, woli politycznej oraz cierpliwości ludzi, którzy aspirują do klasy średniej lub w jej okolice. A tej zaczyna brakować. Politycy w Iranie szybko muszą odłożyć na bok ideologicznie zacietrzewienie i serio potraktować swoich obywateli i terminologię ekonomiczną.

_88485896_4361fcd2-41fb-4e26-932b-001af1bd929e

Gospodarka i rozwój to klucz do tego, co stanie się Iranem.

Źródła: BBC, Foreign Policy.

Zdjęcia: tamże.

Share Button

Powiązane wiadomości

Napisz odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są za pomocą *



© 2014 Centrum Schumpetera. WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.