Ujemne stopy procentowe, auta na autopilocie, kino w Chinach

Ujemne stopy procentowe

Strefa euro oraz Szwecja, Szwajcaria, Dania i Japonia wprowadziły ostatnio w różnej formie ujemne stopy procentowe, mające na celu powstrzymanie narastającej deflacji, osłabienie rodzimej waluty, a co za tym idzie stymulowanie wzrostu gospodarczego. Kraje te stanowią sporą część światowej gospodarki, co oznacza, że wbijana przez lata przyszłym ekonomistom na uniwersytetach całego świata zasada, że przecież cena kapitału nie może być ujemna, właśnie wzięła w łeb. Mówiąc inaczej, oznacza to, że dotychczasowe role się całkowicie odwróciły i że de facto instytucje finansowe dopłacają do pozyskiwanego u nich kapitału…

Co więcej, prezes amerykańskiego banku centralnego (FED) przyznał, że rządzący i decydenci w polityce monetarnej w innych państwach powinni przynajmniej poważnie rozważyć możliwość wprowadzenia podobnych rozwiązań u siebie. Ekonomiści przypuszczali, ze ludzie będą raczej skłonni trzymać gotówkę w przysłowiowej skarpecie niż bezwiednie przyglądać się jak powoli ich oszczędności znikają pożerane przez opłaty spotęgowane ujemnymi stopami procentowymi. Jednak początkowe doświadczenia pokazały, że banki nie są skore, do rozwiązań, które pozwoliłyby ich depozytariuszom odczuć skutki ujemnych stóp procentowych. Skutkiem tego politycy są coraz bardziej chętni do korzystania z tej nowej, pozornie taniej dźwigni finansowej do obniżenia kosztów finansowania zewnętrznego, pomimo niebezpieczeństwa negatywnego odbicia się tej całej anormalnej sytuacji na sektorze bankowym, który w takiej sytuacji staje się niejako poduszką kompresującą różnicę pomiędzy narzuconymi odgórnie ujemnymi stopami procentowymi, a własnym oprocentowaniem depozytów bankowych swoich klientów.

 42ujemne-stopy-stopy-procentowe-1024x488

Auta na autopilocie

Autopilot. Funkcja, która od dawna jest wykorzystywana w powietrzu i na morzu powoli staje się rzeczywistością w transporcie kołowym na ziemi. Trzej najwięksi światowi gracze Google, Apple i Samsung przodują w technologii samochodów prowadzonych na autopilocie. Biorąc pod uwagę, że takowe pojazdy poruszają się już po kalifornijskich drogach, pozostaje tylko kwestią czasu, kiedy zagoszczą na polskich szosach. Do rozwiązania pozostają jak zawsze kwestie prawne, np. kto ponosi odpowiedzialność w przypadku wypadku takiego samochodu? Jego pasażer?

To wszystko może wydawać się czarną przyszłością dla zawodowych lub zapalonych kierowców, jednak jest wiele powodów, dla których warto oczekiwać niecierpliwie rewolucji drogowej spowodowanej autopilotem. Jedną z nich może być mniejsza liczba ofiar wypadków drogowych, szczególnie wśród zawodowych kierowców, kiedy zawód ten będzie powoli odchodził w zapomnienie wypierany przez w pełni zautomatyzowane i zarządzane autonomicznie pojazdy. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że podobnie w niepamięć odejdą korki drogowe, choć na razie, po incydencie w Kalifornii, gdy auto Google zakorkowało całą drogę zbyt „bezpieczną” jazda, jest to raczej nadzieja złudna.

A jakie inne skutki przyniosą samochody na autopilocie? Trudno zgadywać przyszłości. Na razie między innymi takie, że w Japonii rozpoczęło się międzysektorowe starcie gigantów wagi ciężkiej o najtęższe i najbardziej utalentowane umysły branży technologicznej, aby ściągnąć je do biur B+R celem doskonalenia technologii SDV (self-driving vehicles). Jednym z graczy szukających młodych zdolnych jest m.in. Sony.

Mogliśmy przypuszczać, że w końcu samochody bez kierowców pojawią się na naszych drogach wcześniej, czy później… To w końcu między innymi Mercedes-Benz, Tesla i wielu innych było akuszerami narodzin nowej technologii, która jeszcze wiek temu była innowacją, a dziś jest codziennością. Wizjonerstwo i otwarte umysły tych wynalazców zrewolucjonizowały nasze życie, a teraz, ponad 100 lat od ich wynalazku przyszedł czas na kolejną, tym razem już postrewolucję w transporcie i spedycji. W niedługiej przyszłości jazda za kółkiem zostanie już przeniesiona wyłącznie do sfery hobby i stanie się niejako wyznacznikiem pozycji społecznej – podobnie jak dzisiaj jazda konna. Czy jesteśmy na to gotowi? Chyba raczej nie mamy wyboru…

28-1024x457

 

Kino w Chinach

“Syrena”, dziwaczna, chińska komedia w reżyserii Stephena Chowa opowiada historię tytułowej syrenki, którą miłość do lokalnego potentata rynku nieruchomości w rezultacie pchnie do morderstwa. Popularność tej azjatyckiej produkcji, nakręcana przede wszystkim dzięki  turystom chętnie korzystającym w sezonie wakacyjnym z uroków kina, pozwoliła „Syrenie” stać się najbardziej kasowym chińskim filmem wszech czasów, na który do dzisiaj zostało sprzedane ponad 440 milionów biletów, czyli niewiele mniej niż cała populacja Unii Europejskiej.

Do Chińskiego rynku w ostatnich latach coraz większą wagę przywiązuje Hollywood, który przy jednoczesnej stagnacji rodzimego, amerykańskiego rynku, wydaje się kusząca alternatywą… Nie jest ona jednak taka prosta, biorąc pod uwagę, że Chiny ograniczyły import filmów amerykańskich do 34 rocznie. Przemysł jest mocno zarządzany przez dwie quasi-państwowe agencje: Państwowe Biuro Prasy, Wydawnictw, Radia, Filmu i Telewizji (the State Administration of Press, Publication, Radio, Film & Television – SAPPRFT) oraz Chińską Grupę Filmową. Te narzędzia państwowej kontroli nad X muzą są decydentami m.in. w wyborze filmów wchodzących na ekrany w Państwie Środka, ustalaniu dat premier oraz określają górną ilość kin, w których dany film może zostać wyświetlony.

45-1024x447

Źródło: Proeconomics.pl

Share Button

Powiązane wiadomości

Napisz odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są za pomocą *



© 2014 Centrum Schumpetera. WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.