Niewolnictwo wciąż istnieje

Myśląc „niewolnictwo” najczęściej na myśl przychodzą nam odległe czasy starożytnego świata Grecji i Rzymu, dla których ścisła hierarchia, zasadzająca się na wykorzystywaniu biedniejszych i gorzej urodzonych warstw społecznych przez elitę, stanowiła wręcz nieodłączny atrybut. Mimo iż rzeczywistość ta dawno odeszła do zamierzchłej przeszłości, a działające w XX w. organizacje za cel szczególny obrały sobie walkę z tym nielegalnym procederem, przyznać jednak należy otwarcie, że nie udało się go całkowicie wyeliminować. Niewolnictwo istnieje po dzień dzisiejszy – tyle, że zmieniło swoją formę.

Tradycyjne, znane nam z historii wersje krępowania wolności drugiego człowieka, zostały dziś przekształcone, dostosowały się one do współczesnej rzeczywistości, która sprowadza je do takich form, jak: przymusowa prostytucja, hodowla konopi i wyzysk w pracy. Co warto zauważyć, dostrzegane się je zarówno w krajach „rozwijających się”, jak i tych „rozwiniętych” i to na coraz większą skalę. Pomimo wprowadzonych w ubiegłym roku regulacji zabraniających współczesnego niewolnictwa, rząd brytyjski szacuje, że ofiarą tego przestępstwa może być aż 13 000 osób. Wiele osób uważa jednak, że liczba ta jest poważnie zaniżona.

Jedną z najczęściej występujących form współczesnego niewolnictwa jest przymusowa praca. Występuje ona na całym terenie Wielkiej Brytanii w różnych sektorach – zarówno w rolnictwie, jak i w produkcji żywności, budownictwie, wędkowaniu, a nawet w przemyśle turystycznym. Gdzie należy szukać jej genezy? Kwestia przymusowej pracy w wyspiarskim kraju wyszła na jaw w 2014 r., kiedy to 23 porwanych chińskich poławiaczy sercówek zatonęło w zatoce Morecambe, w regionie Lancashire. Zostali oni uwięzieni przez rozległe pływy i w tym czasie godzinami zbierali małże, wysyłając na koniec pieniądze do swoich rodzin. Oczywiście odbywało się to nielegalnie. Mimo iż po ujawnieniu tej tragedii wybuchło powszechne oburzenie, że taki typ nowoczesnego niewolnictwa może w Wielkiej Brytanii mieć miejsce, to bynajmniej nie trwało one długo. Już na dekadę po tym rzeczy nie tylko nie poprawiły się, a wręcz przeciwnie – mają jeszcze gorzej. Ostatnie badania pokazują, że porwania do przymusowej pracy występują częściej, niż te dokonane w celu wykorzystania seksualnego. Taki wzór powiela się w całej Europie.

Szczególne niebezpieczeństwo związane z tego typu działalnością prezentują gangi. Ponieważ znajdują się one na samym końcu łańcucha dostaw, mogą one stosunkowo łatwo operować w sposób niemal całkowicie niezauważalny. Jak działają te kryminalne organizacje? Najczęściej żerują na chęciach ludzi poprawy swojej sytuacji, mamiąc ich perspektywą bezpiecznej oraz dobrze płatnej pracy. Fakt niewystarczającej znajomości przez pozyskiwanych tak pracowników dodatkowo czyni ich w większym stopniu narażonymi na niebezpieczeństwo. Szczególnie podatni na kuszące hasła taniej i łatwej pracy, niejednokrotnie są oni przetransportowywani za granicę, gdzie gangi zmuszają ich do pracy, poprzez takie działania, jak: wstrzymanie dokumentów identyfikacyjnych i grożenie pracownikom przemocą – lub przemocą seksualną w przypadku kobiet – dokonywanie nielegalnych potrąceń z wynagrodzenia i wprowadzanie ograniczeń w zakresie mobilności pracowników.

Tego typu rodzaj nowoczesnego niewolnictwa ma miejsce we wszystkich obszarach oraz łańcuchach dostaw Wielkiej Brytanii. Dla przykładu – w nie tak odległej przeszłości pewien właściciel fabryki w Yorkshire został skazany po tym, jak w jego firmie stwierdzono wykorzystywanie niewolniczej siły roboczej. Pracującym ponad standardy Węgrom wypłacano jedynie 10 £ za 16 godzin pracy. Co gorsza, nikomu – nawet tak poważnym sprzedawcom detalicznym, kupującym od nich produkty, jak John Lewis czy Next – nie udało się zidentyfikować problemu. Inny przykład – podczas nalotu na jednego z dostawców w Wielkiej Brytanii odkryto 50 mężczyzn, żyjących w skrajnie niehumanitarnych warunkach – spali pod ławkami, oddawali mocz do wiadra, a ich wynagrodzenie i mobilność były w znacznym stopniu ograniczone. Inne źródła podają także informacje o wybitnie tanich hotelach brytyjskich przekształcanych w domy publiczne skupiające kobiety, będące ofiarami handlu z Afryki. Z kolei jeden z oficerów, zajmujący się kontrolą standardów handlu, odwiedzając dom w północno-zachodniej Anglii odkrył żyjącą tam kobietę, która przetrzymywana była w niewoli domowej przez prawie 15 lat. Podobnych absurdów można by mnożyć.

Na skutek ujawniania podobnych zajść, policja w Wielkiej Brytanii staje się coraz bardziej świadoma zjawiska pracy przymusowej oraz tego, że występuje ona w różnych formach. Wciąż brak jednak wiedzy o wszystkich. Aby przeciwdziałać tego typu zajściom, przygotowywane są specjalne programy szkolące funkcjonariuszy w dostrzeganiu oznak handlu ludźmi. Trudne jednak wyzwanie przed nimi. Świadome swoich zagrożeń grupy przestępcze bardzo często znajdują się o krok przed ścigającymi je służbami – zamykają swoje operacje i przenoszą do innych obszarów, jeżeli okazuje się, że są pod obserwacją. Jedną z doraźnych metod zaradzenia zjawisku pętania ludzi przez współczesne formy niewolnictwa ma być uchwalona w ubiegłym roku przez rząd brytyjski ustawa Modern Slavery Act, zobowiązująca m.in. duże firmy do kontrolowania łańcuchów dostaw. Mimo iż robi się w tym kierunku dużo, wciąż mnóstwo pozostaje jeszcze do zrobienia. Uwolnienie z niewoli Wielkiej Brytanii powinno stać się naszą wspólna sprawą. W końcu tylko zdrowy człowiek nie będzie zarażał.

 

Źródło: What does modern slavery look like?; theconversation.com; 2016

Zdjęcie pochodzi z serwisu flickr.com

 

Share Button

Powiązane wiadomości

Napisz odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są za pomocą *



© 2014 Centrum Schumpetera. WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.