ameryka łacińska

Dlaczego Ameryka Łacińska niesie śmierć swoim aktywistom?

Jeśli marzysz o śmierci w dobrej sprawie, przenieś się do Ameryki Południowej. To tam ma miejsce przeszło połowa mordów na aktywistach broniących środowiska naturalnego.

50 martwych brazylijczyków

Choć liczba zgonów spowodowanych działalnością na rzecz przyrody wydaje się niewielka przy siedmiu miliardach istnień na ziemi, ich ilości są na pewno alarmujące. I wciąż rosną. Według opublikowanego ostatnio przez NGO-su Global Witness raportu, w 2015 roku zabitych zostało 185 „zielonych” aktywistów. To wzrost o 59% w stosunku do roku uprzedniego.  Przeszło połowa morderstw miała miejsce w Ameryce Południowej. W samej Brazylii 50. Honduras również nie ma się czym szczycić – od 2010 roku zginęło tam aż 123 aktywistów. Jedną z głośniejszych, tamtejszych śmierci było marcowe morderstwo Berty Caceres. Indianka prowadziła głośną kampanię przeciwko budowie tam i plantacjom wysiedlających właścicieli ziemi.

Uciszanie na wieczność rdzennej ludności stanowi jedną trzecią z tych morderstw. Nie prowadzą oni kampanii międzynarodowych i najczęściej próżno by szukać ich zainteresowania dużymi organizacjami regionalnymi czy o zasięgu światowym. Ludność rdzenna walczy w obronie własnych ziem i środowiska życia. Jej opór koncentruje się wokół konkretnych przedsięwzięć, które narażają jakość życia lub samo życie w konkretnym miejscu. Ta działalność uzupełnia też globalne kampanie. Sojusz lokalnych społeczności z dużymi NGO-sami niesie obustronną korzyść. Podczas gdy duża organizacja może nauczyć Indian metod działania, lokalna ludność lepiej przyciąga uwagę medialną. Niestety żaden z aliansów nie zdołał obniżyć przemocy wokół tych działań.

Przemoc wobec działaczy jest z resztą ukrywana w statystykach. Śmierć Berty Caceres została przedstawiona mediom jako morderstwo z motywem kradzieży w tle.  Nawet jeśli urzędnicy deklarują wolę rozwiązania tych spraw, często niewiele robią w tej sprawie. Firmy zlecające zbrodnie najczęściej pozostają bezkarne. Morderstwa stają się naprawdę głośne, a sprawiedliwość wymierzona, kiedy życie traci ktoś z Zachodu. Wówczas władze naprawdę skupiają się na odnalezieniu sprawców. Jak w sprawie morderstwa Dorothy Strang, amerykańskiej zakonnicy działającej w obronie Puszczy Amazońskiej. Jak rzadko, zleceniodawca zabójstwa i jego wykonawca zostali osadzeni w więzieniu.

Skąd tyle zabójstw?

Ameryka Łacińska jest zasobna w większość bogactw naturalnych, które można sobie wyobrazić. Od żyznych ziem, przez drewno tropikalne, ropę, aż po węgiel i złoto. To atrakcyjne dla firm, które w poszukiwaniu zysków zwiększają eksploatowane obszary. Od lat swój interes mają tam tak międzynarodowe korporacje, jak i mafie.  Okresowo jednak, jak z resztą obecnie, ceny surowców są niskie, a widmo mniejszych dochodów bliższe. Najbardziej zainteresowani utrzymaniem zysków na wysokim poziomie stają się bardziej agresywni i inaczej dbają o swoje interesy.

Rozwój nowych technologii również otwiera nowe pola walki. Dopiero zmodyfikowana genetycznie soja nadaje się do hodowli w tropikalnych temperaturach. Potencjalny duży zysk prowadzi często do wysiedleń. Innym przykładem jest kolejna metoda pozyskiwania złota – z piasku. Zachęciła nieobecnych dotąd (nawet małych) poszukiwaczy do poszukiwań najcenniejszego kruszcu świata. W niektórych państwach, jak na przykład w Gwatemali, opór wobec wydobywców doprowadził do morderstw. Jeśli dodać do tych wszystkich czynników brak silnej władzy państwowej i niestawianą na pierwszym miejscu praworządność, kontynent południowoamerykański staje się areną często śmiertelnej walki.

Bohaterowie czy awanturnicy?

Walka o zapobieganie gwałtownej degradacji  środowiska jest bardzo nierówna. Chodzi głównie o dwa czynniki – po pierwsze dostępne środki, po drugie zaś, o władzę sprzyjającą przedsiębiorstwom, przeciw którym stawia się opór. Bywa nawet, że ataki na aktywistów łączy się z politykami, a do walki z opornymi używa się policji. A walka, nawet jeśli nie kończy się zabójstwem, bywa brutalna. Naciski na ludzi broniących swoich ziem czy aktywistów są jednym z najłagodniejszych środków.

Częściej zdarzają się wysiedlenia, niszczenie plonów, oszczerstwa czy podpalenia. Lub zupełne ignorowanie w myśl zasady „silniejszy ma rację”. Tylko jeśli wielu, znając zagrożenia, decyduje się na obronę swoich interesów, bo śmierć w imię środowiska, może się stać wręcz rodzinną tradycją. Jak u zmarłego Isidro Baldenegro Lópeza i u jego ojca, walczących w Meksyku o tę samą sprawę. Syn został zastrzelony w styczniu, jego tacie odebrano życie w ten sam sposób 30 lat wcześniej. Nic dziwnego, że wielu nie chce walczyć ze strachu o mienie i najbliższych, a aktywiści dla jednych są problemem, dla drugich awanturnikami, a jeszcze innych prawdziwymi bohaterami.

Żródło:

Why Latin America is the deadliest place for environmentalists, w: economist.com (2017)

Photo credit: Davidlohr Bueso, Flickr.

 

Share Button

Powiązane wiadomości

Napisz odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są za pomocą *



© 2014 Centrum Schumpetera. WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.