Czy nadeszła pora na odbudowę schronów nuklearnych?

25 stycznia 2017 r. dwóch Demokratów zgłosiło w USA projekt ustawy ograniczenia pierwszego użycia broni nuklearnej (Restricting First Use of Nuclear Weapons Act 2017). Zgodnie z intencjami autorów ma ona zmniejszyć ryzyko konfliktu nuklearnego między krajami, poprzez ograniczenie prezydentowi Stanów Zjednoczonych możliwości zainicjowania ataku z użyciem broni jądrowej bez zgody Kongresu.

Dzień po zgłoszeniu projektu, wskazówki symbolicznego Zegara Zagłady (Doomsday Clock) prowadzonego przez zarząd Bulletin of the Atomic Scientists o 30 sekund zbliżyły się do północy. Owa północ oznacza zagładę ludzkości. Czy dzisiaj, ćwierć wieku po zakończeniu Zimnej Wojny, mamy powody by obawiać się nowych zagrożeń nuklearnych? I czy w przypadku, gdyby doszło do ich urzeczywistnienia, mamy jak się przed nimi zabezpieczyć?

Schrony – przywilej nie dla zwykłych obywateli

Pierwszy, udany test bomby wodorowej, przeprowadzony przez amerykańskich fizyków z udziałem Polaka, postawił planistów obrony cywilnej przed nową i dość bezwzględną rzeczywistością. Stało się bowiem jasne, że realizowana dotychczas ochrona ludności na masową skalę nie zda egzaminu w zaistniałych uwarunkowaniach bezpieczeństwa. W rzeczywistości, pomimo górnolotnych zapewnień, zdecydowana większość tworzonych w czasie Zimnej Wojny europejskich bunkrów zaprojektowana została z myślą o zachowaniu państwa narodowego, nie zaś obywateli. Powojenna, recesyjna Wielka Brytania doszła do wniosku, że nie jest w stanie pozwolić sobie na tworzenie masowych schronów publicznych. Co w zamian? Rada publicznej obrony cywilnej stworzyła „architekturę obywatelską” – worki z piaskami, drzwi z ukrytymi zawiasami czy ściany zakamuflowane za regałami książek.

Mimo iż bardziej ambitna architektura, według oficjalnego przekazu cywilna, w praktyce zarezerwowana była dla elit. Za każdym razem też, kiedy rząd brytyjski wyrażał zaniepokojenie o przetrwanie, odnosiło się to do państwa, nie zaś jego obywateli. Dlatego też setki brytyjskich budynków, bunkrów i stanowisk monitorujących, z których część istnieje po dzień dzisiejszy, nie są relikwiami obrony ludności cywilnej, a pomnikami polityki rządowej kontroli, odstraszania i przymusu ekonomicznego.

Niegdyś schrony jądrowe, dzisiaj kurniki

Dzisiaj obiekty te – w przeważającej większości zaniedbane – popadają w zapomnienie. Często okazuje się to jednak dobrym scenariuszem, zważywszy, że materiały, z których zostały wyprodukowane, stanowią niemałe zagrożenie dla środowiska.  Te jednak, które przetrwały, zyskały nową rolę – centrów sterowania awaryjnego, wyposażonych w narzędzia adekwatne do reagowania na zagrożenia bezpieczeństwa narodowego. W niektórych miejscach Europy pozimnowojenna architektura nuklearna stała się elementem krajobrazu. W Niemczech obiekty te są otwarte na badania i analizy naukowe.  Nie wszędzie jednak zyskały one jednak taką rolę. Przykładowo w Albanii i Rumunii schrony zostały ponownie wykorzystane, lecz w zasadniczo odmiennych od pierwotnego przeznaczenia celach – jako sklepy, gospody, a nawet kurniki.

Zdarza się także, że są one sprzedawane i następnie przebudowywane w domy lub muzea. Dla przykładu – jedyny bunkier jądrowy w Irlandii Północnej wprowadzony został na rynek z ceną sięgającą zaledwie 575 tysięcy funtów. Znaczna większość staje się jednak obiektem niszczycielskiej działalności wandalizmu lub ulega unicestwieniu – przyjezdni turyści oraz co młodsi obywatele danego kraju stąpają po ziemi, nieświadomi, że pod ich stopami ulokowany był niegdyś schron.

Jaka ochrona dzisiaj?

Co w sytuacji, gdyby atak nuklearny nastąpił dzisiaj? Pewne jest, że te przestarzałe i rozpadające się często budynki nie zapewniłyby nam żadnej obrony. Technologie obronne dostąpiły w ciągu ostatnich dekad znacznego postępu. Obiekty stworzone we wczesnych latach powojennych, w konfrontacji z nimi okazałyby się nieskuteczne i zbędne. W zmieniającej się dynamicznie rzeczywistości, jedno w porównaniu do 1950  r. pozostało niezmienne – większość ludzi nie może spodziewać się przetrwania ataku nuklearnego. Zamiast tego mamy do czynienia z powstawaniem „burżuazyjnych bunkrów” – luksusowych, drogich i prywatnych, opracowywanych przez USA, w celu ochrony zainteresowanych i bogatych.

Przywodzi to niezbyt optymistyczny wniosek – jakoby tylko wpływowi i posiadający związki z władzą ludzie byli uprawnieni do przeżycia katastrofy jądrowej. Ci zaś, którzy nie są w stanie pozwolić sobie na kosztowny przywilej przetrwania, rozwijają swoje zdolności przetrwania na pustkowiu, mając nadzieję na ich niezawodność w przypadku nastania ataku. Wydaje się jednak, że wszystkie te zabiegi skazane są na wysoki poziom nieprzewidywalności i przypadkowości. W tych interesujących, lecz właściwie przerażających geopolitycznie czasach, coraz trudniej określić  rzeczywisty poziom ryzyka czy wyznaczyć najbezpieczniejsze miejsce schronienia przed nim. Większość zimnowojennej infrastruktury pokazuje jednak z całą bezwzględnością, że nasze możliwości są mniejsze, niż powszechnie mogłoby się wydawać.

 

Źródło: Architecture of the apocalypse: is it time to bring back nuclear bunkers?; theconversation.com; 2017.

Photo credit: Tom Blackwell, Flickr.

Share Button

Powiązane wiadomości

Napisz odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są za pomocą *



© 2014 Centrum Schumpetera. WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.