Technologie pomogą Zachodowi zdystansować gospodarczo Azję

Powszechnie uważa się, że XXI wiek będzie wiekiem Azji. Tyle, że nie cały! Tylko pierwsza połowa XXI wieku będzie należeć do Azji. Od połowy XXI wieku kraje azjatyckie, w których ma miejsce produkcja większości produktów, których używa świat, przestaną dominować. Nowe technologie, które niebawem pojawią się na rynku, sprawią, że kraje azjatyckie stracą główny motor napędowy swojego wzrostu gospodarczego. A resztę dopełnią problemy demograficzne.

Jeszcze kilka lat temu byłem przekonany, że XXI wiek będzie wiekiem Azji. Wszystko na to z resztą wskazywało – nawet obecnie siły ekonomiczno-polityczne wciąż przesuwają się z Zachodu na Wschód, a takie zmiany gospodarcze będą nieodmiennie miały swoje skutki strategiczne i militarne. W skrócie można powiedzieć, że wzrost gospodarczy w Azji oraz związana z nim gospodarcza zapaść USA i Europy w zasadniczym stopniu wpłynie na podział władzy na świecie. Dowody świadczące o tym, że „wiek Azji” jest rzeczywistością, której od dawna jesteśmy częścią, wydają się przekonujące.

W książceINDONEZJA 1600-2000 – instytucje i idee oraz ich wpływ na biedę i bogactwo krajupisałem (s.15):

Lata kolonizacji i braku wzrostu gospodarczego sprawiły, iż w 1960 roku Azja wytwarzała zaledwie 4% światowego PKB. Koniec XX wieku jest jednak sygnałem wzrostu znaczenia krajów azjatyckich. W chwili obecnej proporcje tworzenia PKB wciąż zmieniają się na korzyść państw azjatyckich. U progu lat 90. sporo ponad 25% światowego PKB było tworzone przez ten kontynent. Od 1980 roku Chiny rozpoczęły proces pogoni za rozwiniętymi krajami, wyprzedzając pod względem wysokości całkowitego PKB kraju w 1984 roku Francję, Rosję – w 1985, Niemcy w 1987, Japonię w 1995. Najprawdopodobniej do 2020 roku wyprzedzą też USA, o ile to się jeszcze nie stało. Indie z kolei w wytwarzaniu całkowitego krajowego PKB prześcignęły Francję w 1985 roku, Rosję w 1992 roku, Niemcy 1997 roku.

Obecnie Azja odpowiada za 27% światowego PKB, a jeśli trendy liniowe utrzymają się, do 2030 r. region ten odpowiadałby za 36% światowego PKB, a w połowie wieku – za ponad połowę światowej produkcji.Jeśli trendy z przeszłości mają przełożenie na przyszłość to „wiek Azji” możemy traktować jako pewnik. Osoby zapowiadające nadejście „wieku Azji” zakładają, że obserwujemy wyraźny trend i to, co sprawdzało się w przeszłości i sprawdza się obecnie, więc będzie funkcjonować w przyszłości. Tyle tylko, że tak wcale być nie musi. W rzeczywistości istnieją poważne przeszkody i bariery, które dla wielu państw azjatyckich mogą okazać się trudne do przeskoczenia.

Dotyczą one m.in. malejącej efektywności modelu gospodarczego opartego na eksporcie, rozwoju technologii, który mogą przyczynić się do marginalizacji tego regionu, a także problemy i koszty związane ze starzejącym się społeczeństwem, które będą olbrzymim wyzwaniem dla wielu krajów azjatyckich. Oznacza to tyle, że choć wszyscy będziemy przygotowywać się na „wiek Azji” to okaże się, że scenariusz ten zrealizuje się tylko w połowie. Do ok. 2050 będziemy mogli obserwować wzrost znaczenia tego regionu, a następnie nastąpi jego brutalna weryfikacja. W nadchodzącym technokapitalizmie Państwa Azji nie będą w stanie konkurować z wyedukowanym, zasobnym w kapitał Zachodem.

Ograniczenia modelu opartego na produkcji na eksport

Kraje azjatyckie, takie jak Japonia, Korea Południowa, Indonezja, Tajwan, Singapur, Malezja, Tajlandia, czy ostatnio Chiny, oparły swój rozwój na wyjątkowo podobnym do siebie modelu, który nosi nazwę modelu wschodnioazjatyckiego (ang: East Asian Economics Modelo którym wcześniej pisałem), i jest to model eksportowo-produkcyjny. Choć istnieją różnice, co do poziomu wolnego rynku i interwencjonizmu państwowego w okresie szybkiego rozwoju gospodarczego wspomnianych państw, ich modele rozwojowe dotyczą zasadniczo produkcji wyrobów przeznaczonych na eksport do bardziej zaawansowanych konsumentów taniej, szybciej od innych krajów czy regionów. Eksport i produkcja oraz mocno chroniony krajowy rynku konsumencki, przy niskich kosztach pracy przyciągają zagraniczny kapitał, który inwestuje w przedsięwzięcia na tych rynkach.

Działania proeksportowe obejmują swoim zakresem także wschodnioazjatyckie systemy walutowe, które sztucznie powstrzymują wartość krajowych walut od wzrostu względem walut zachodnich, sprawiając tym samym, że koszt kapitału wchodzącego do danych krajów wschodnioazjatyckich i koszt zakupu produktów tam wyprodukowanych jest niższy odpowiednio dla zachodnich firm i konsumentów. Rozbudowana tania logistyka, sprawia, że transport na Zachód jest opłacalny. Obecnie koszt przesyłki koszulki z Azji do Europy to ok 10-15 groszy na sztukę. Koszule produkowane w krajach takich jak Indie i Bangladesz są tanie, dzięki czemu zachodnie firmy mogą większość kapitału przeznaczyć na budowanie własnej marki, reklamę i promocję, oraz kanałów sprzedaży. To sprawia, że Azja jest znakomitym miejscem na globalną produkcję towarów.   Skala jest niewiarygodna: produkcja w ASEAN wzrosła z 0,3% światowych towarów w 1970 r. do 6% obecnie. Chiny z 0,5% w 1970 r. do ponad 15% dziś. Dziś często zakłada się, że dzieje się to niezależnie od Zachodu, a jednak to konsumenci z Europy, Kanady, USA, Australii zgłaszają popyt na towarowe dobra. Dowodem jest stwierdzenie, że kryzys w gospodarkach rozwiniętych w latach 2008-2010 spowodował również spadek wzrostu PKB w Azji.

W regionie Azji odbywa się „handel półproduktami”, w ramach którego części są wysyłane w celu montażu lub modyfikacji, zanim trafią do ostatecznego klienta, czego przykładem są produkty firmy Apple, które mimo tego, że są opracowywane w Kalifornii, składają się z części pochodzących z ponad 20 krajów m.in.: Tajlandii, Malezji, Korei Południowej, Filipinach, Singapurze, Tajwanie i Chinach.  Nawet ¾  wszystkich operacji handlowych realizowanych pomiędzy krajami Azji odnosi się do „handlu półproduktami”, z czego około 75 procent wszystkich produktów końcowych trafia do krajów wysoko rozwiniętych. Dla krajów rozwijających się produkcja eksportowa jest szczególnie ważna. Można to dobrze zilustrować na przykładzie Chin, gdzie sektor produkcji eksportowej zatrudnia bezpośrednio niemal 50 mln ludzi, oferując chińskim obywatelom jedne z najlepszych miejsc pracy dostępnych w kraju. Pośrednio w sektorze tym pracuje kolejne 100–150 mln ludzi.

Szerzej rzecz ujmując, wiemy, że transfer technologii i know-how, a także inne korzystne dla przemysłu efekty dają szybsze plony wówczas, gdy międzynarodowe korporacje są zobowiązane do tworzenia spółek joint-venture z firmami miejscowymi, tak jak ma to miejsce w wielu sektorach w Chinach. Jest to podejście zapoczątkowane przez Japonię i Koreę Południową w okresie błyskawicznego rozwoju tych państw. W ostatecznym rozrachunku obserwujemy pojawienie się światowej klasy azjatyckich firm. Stworzenie takich marek jak Samsung i LG w Korei Południowej czy Huawei i Lenovo w Chinach nie byłoby możliwe bez transferu technologii i know-how z firm zachodnich, jak Apple, Phillips, Hewlett Packard, Dell, które rozmieściły w regionie swoje zakłady produkcyjne.  W porównaniu z Chinami, biedniejsze kraje, jak Indonezja, Wietnam czy Birma starają się wykorzystywać swój atut, jakim są niskie koszty pracy i robić to, co robiły Chiny w latach 90. XX wieku i pierwszej dekadzie XXI wieku, i co robiła Japonia w latach 70. i 80. XX wieku, zapewniając sobie spory udział w produkcji eksportowej opartej na wytwarzaniu produktów dla zamożniejszego globalnego konsumenta. Kopiowanie wzorca produkcji przemysłowej, stosowanego przez gospodarki zaawansowane, jest dla wschodnioazjatyckich państw o niskim i średnim dochodzie trafioną strategią. To sprawdzona droga w kierunku tworzenia masowych miejsc pracy, wyższych płac i podwyższenia poziomu życia obywateli, a także sposób na promowanie innowacyjności i industrializacji w gospodarkach, które kiedyś były w stanie agonalnym.

Model wschodnioazjatycki stanie się w nadchodzących latach bardziej kruchy z pewnych powodów. Japonia, Korea Płd. i Tajwan obrały ten kierunek rozwoju w latach 70. XX wieku, gdy ich łączna populacja wynosiła ok. 50 milionów obywateli. Kraje te obsługiwały potrzeby konsumpcyjne blisko 400 milionów ludzi z uprzemysłowionych krajów Ameryki Północnej i Europy Zachodniej. Teraz równanie jest dokładnie odwrotne. Blisko miliard konsumentów z gospodarek wysoko rozwiniętych, także w Azji Wschodniej, może nie być liczbą wystarczająco dużą, by przepchnąć dwa miliardy ludzi w Azji ponad poziom średniego dochodu, przy czym Chiny, dysponujące podobną siłą nabywczą jak ich odpowiednicy z zaawansowanych gospodarek, w liczbie 50–100 milionów konsumentów, nie są w stanie znacząco wpłynąć na zmianę tego równania.

Obecnie państwa o łącznej populacji liczącej blisko dwa miliardy ludzi starają się powtórzyć sukces Japonii, Korei Płd. i Tajwanu i osiągnąć status średniego dochodu (15 000 USD na mieszkańca), zanim staną się ofiarą pułapki średniego dochodu i stać się krajami w pełni uprzemysłowionymi i zamożnymi. To niewykonalne, w szczególności, gdy konkuruje się globalnie z krajami Afryki, Ameryki Łacińskiej, a także dlatego, że uwidaczniające się drapieżne, merkantylistyczne postawy krajów Azji, wzajemna niechęć kilku państw azjatyckich wobec siebie i konflikty, które odnoszą się nie tylko względem Chin, ale także innych krajów Azji (np. spór na Morzu Południowochińskim). Właśnie wkraczamy w erę rosnącej handlowej konkurencji, aniżeli komplementarności w postaci ekstremalnej polityki deprecjacji walut, nieuprawnionych dotacji udzielanych lokalnym przedsiębiorstwom eksportowym, taryf i barier regulacyjnych wymierzonych w firmy zagraniczne wchodzące na azjatycki rynek krajowy, czy też dokonywanej na masową skalę kradzieży własności intelektualnej, m.in. za pomocą ataków cybernetycznych.

Jak nowoczesne technologie pogrążą produkcje w Azji

Model wschodnioazjatycki pozwala zmniejszać dystans pomiędzy krajami bogatymi, a tymi na dorobku. Tym niemniej zakłada on a priori, że produkcja jest lokowana w krajach gdzie jest najtaniej. To nie wystarcza do tego, aby przekształcić kraj biedny w kraj bogaty, ponieważ w pewnym momencie kraj taki wpada w „pułapkę średniego dochodu”. W książce Praca 2.0 pisałem (s.52):

Paul Romer, ekonomista z Uniwersytetu Stanforda, zwolennik tzw. teorii nowego wzrostu, zaproponował nowe spojrzenie na kwestię wzrostu gospodarczego w dobie internetu, dzieląc świat na dwie sfery: obiektów materialnych oraz idei. Obiekty materialne (produkty) to wszystko, co nas otacza. Są one w niedoborze, podlegają prawu malejących przychodów, które mówi, że koszty zwiększają się wraz ze wzrostem nakładów. Jednak to nie obiekty materialne napędzają wzrost gospodarczy, a nowe idee oraz wynikające z nich przemiany technologiczne. Świat 2.0, w przeciwieństwie do tradycyjnego świata 1.0, oferuje nieograniczone możliwości — nowe pomysły dają początek nowym produktom, nowym rynkom. A to tworzy dobrobyt. To wspaniała wiadomość. Ponieważ na Zachodzie nie ma możliwości konkurowania kosztami pracy z krajami azjatyckimi, trzeba się skupić na pracy bazującej na innowacjach, kreatywności i nowych technologiach, zwłaszcza że wcześniej czy później Azjatów również zastąpią skomputeryzowane roboty. Świat pracy przechodzi prawdziwą metamorfozę, której początek już widać.

Nadchodzący technokapitalizm oparty o nowe, rewolucyjne technologie opiera się na systematycznym doskonaleniu jakości, tempa produkcji i racjonalizacji cen, jednakże jego element główny to przełomowe innowacje technologie, które zmienią sposób wytwarzania produktów, sposób generowania wartości, a także zmienią podstawową strukturę kosztów produkcji. Wszystko to będzie prawdopodobnie miało daleko idące i negatywne konsekwencje dla zorientowanych na eksport wschodnioazjatyckich państw niskiego i średniego dochodu. Pierwszym symptomem jest postęp w dziedzinie robotyki przemysłowej lub w skrócie – zaawansowanej robotyki. Roboty przemysłowe już w przeszłości wykonywały szereg czynności produkcyjnych, zwykle trudnych, niebezpiecznych lub zbyt uciążliwych dla ludzi, np. lakierowanie, spawanie czy podnoszenie ciężkich materiałów. Choć roboty i zautomatyzowane procesy towarzyszą nam od dziesięcioleci, rodząca się rewolucja w dziedzinie tradycyjnej produkcji ma miejsce z wielu powodów.

Pierwszym z nich jest fakt, że technologie te są coraz tańsze, co czyni z nich komercyjnie opłacalny zasób, nawet w przypadku operacji na mniejszą skalę. Roboty używane w produkcji wyrobów elektronicznych, sektorze kluczowym dla zależnych od eksportu gospodarek Azji, kosztują mniej niż wynosi połowa płacy minimalnej w USA. Roboty przemysłowe są coraz bardziej zaawansowane w tym , o fizycznie potrafią zrobić, co czyni z nich wyjątkowo „zaawansowane” urządzenia, zakłócające dotychczasowy porządek. Oznacza to, że nie są one już tylko maszynami stosowanymi do montażu i pakowania. Gdy coraz lepsze konstrukcje mechaniczne i ich funkcje połączy się z istniejącymi owocami postępu w coś, co przemysłowcy nazywają automatyzacją wyników postępu w dziedzinie sztucznej inteligencji, uczenia maszynowego, rozpoznawania głosu i instrukcji. W ramach Industry 4.0 (przemysłu 4.0) roboty można zaprogramować do wykonywania całkowicie nowych zadań, kontrolując je za pomocą przyjaznych dla użytkownika interfejsów dotykowych, a nawet złożonych komend głosowych.

Innymi słowy, z robotów korzysta się nie tylko wówczas, gdy potrzebne jest szybkie i niezawodne wykonanie powtarzającej się czynności, ale korzysta się z nich również w tradycyjnym środowisku pracy wśród ludzi. Co więcej, zaawansowane roboty coraz częściej potrafią rozpoznać i poprawić własny błąd, a także błąd popełniony przez inne roboty oraz ludzi. Coraz częściej wykrywają problemy w procesach produkcyjnych i rozwiązują je bez instrukcji człowieka. Korzystając z innych źródeł postępu w dziedzinie technologii informatycznych i komunikacyjnych, roboty mogą także być w stanie komunikować się ze sobą i koordynować procesy w czasie rzeczywistym – i to we współpracy z innymi robotami oddalonymi od siebie o tysiące kilometrów. Rewolucja robotów już się zaczęła, postępuje rękami wysoko wykwalifikowanych wyedukowanych na Zachodzie jednostek, wykonujących pracę 2.0.  Ponad jedna trzecia robotów jest używana w produkcji elektroniki i przemyśle motoryzacyjnym, dwóch najważniejszych sektorach produkcji eksportowej w Azji, gdzie ważne miejsce zajmują także sektory produkcji wyrobów gumowych, plastikowych i metalowych.

Rys 1. Rynek robotów w przyszłości będzie warty fortunę. Źródło: Prokurat S., Praca 2.0, Gliwice 2016, s.162.

Firma McKinsey szacuje, że sektor zaawansowanej robotyki będzie w najbliższych latach skupiał się głównie na sektorach produkcji. Roboty nawet zaczną zastępować pracę ludzi, którzy będą zmuszeni do przekwalifikowania. To jednak nie jest największy problem dla gospodarek azjatyckich. Znacznie poważniejsze wyzwanie przynosi upowszechnienie technologii drukowania 3D. Jest to przyrostowy proces tworzenia obiektów warstwa po warstwie, zamiast łączenia pojedynczych elementów poprzez np. spawanie. Drukowanie 3D zaczyna się od podstawowych materiałów, jak proszki, płyny, włókna lub arkusze, tworząc obiekty wykonane z plastiku, metalu, ceramiki, szkła, papieru i coraz częściej także żywych komórek. Proces ten obejmuje przetwarzanie i modyfikację nie tylko samej konstrukcji i kształtu produktu, ale również skomplikowanej struktury wewnętrznej, która wpływa na jego wytrzymałość, trwałość, funkcjonalność czy redukcję ciężaru. Fakt, że z modelu 3D można przetworzyć dane w rzeczy i odwrotnie, rzeczy w dane sprawi, że materiały, produkty będą o wiele tańsze, jako że pominięte zostają tradycyjne etapy produkcji, jak tworzenie matryc i pozyskiwanie poszczególnych części i materiałów.

Cyfryzacja produkcji oznacza też, że o wiele więcej osób mających dostęp do danych – projektanci, producenci i klienci końcowi – może naprawiać ewentualne wady i działając „z zewnątrz” przyczyniać się procesu innowacji. Szacuje się, że drukowanie 3D można zastosować do ok. 20 procent wszystkich produktów konsumenckich i w ciągu dekady będzie wykorzystywane całościowo lub częściowo do produkcji połowy wszystkich dostępnych produktów. Do 2025 r. wartość gospodarcza tych pierwszych (produkowanych całościowo) może osiągnąć 300 mld USD. Prognoza ta zakłada, że tradycyjne procesy produkcyjne w przypadku większości produktów będą bardziej opłacalne, jednak w przypadku bardziej złożonych, mniej licznych i wysoce zindywidualizowanych produktów przeważało będzie drukowanie 3D. Nie od razu uda się nam ocenić finalny wpływ druku 3D na „porządek” tradycyjnej produkcji oraz dlaczego tego typu technologie mogą być kłopotliwe dla zorientowanej na eksport strategii wzrostu krajów Azji Wschodniej. Nawet jeśli technologie te spełnią pokładane w nich nadzieje, czy wschodnioazjatyckie państwa niskiego i średniego dochodu nie będą mogły ich wykorzystać do przyspieszenia swojego rozwoju?

Dla takich gigantów produkcji eksportowej jak Chiny wyższe koszty pracy i gruntów są kompensowane przez korzyści skali, które obecne w Azji firmy są w stanie spożytkować. Innymi słowy, w tradycyjnym modelu produkcji koszt wytworzenia jednego produktu maleje, ponieważ koszty są rozkładane na stale rosnącą liczbę produkowanych sztuk. A ponieważ coraz bardziej zaawansowane roboty są coraz tańsze i łatwiejsze w instalacji, równanie kosztów tradycyjnej produkcji zmienia się zasadniczo. Im większa automatyzacja, tym mniejsze koszty pracy pozostają w równaniu produkcyjnym, zwłaszcza dlatego, że roboty (w przeciwieństwie do ludzi) mogą w zasadzie pracować 24 godziny na dobę bez generowania dodatkowych kosztów zmiennych. W rzeczywistości, gdy firma poniesie koszty związane z automatyzacją zakładu produkcyjnego, jednostkowy koszt wytworzonego przez robota produktu maleje wraz z każdym następnym produktem. Jeśli tak jest, firmy mogą ostatecznie zaprzestać rozlokowywania swoich fabryk w krajach niskiego i średniego dochodu. Przykładem jest zatrudniająca ponad milion pracowników Foxconn, która wytwarza produkty dla szeregu wiodących zachodnich marek, jak np. Apple. Foxconn wymienia swoich pracowników obecnie na coraz liczniejszą armię robotów.

Dodatkowo, światowe marki określają ryzyko związane z łańcuchem zaopatrzeniowym jako jedną z głównych obaw jeśli chodzi o produkcję. Jeśli produkt został opracowany w Ameryce, a jego najbardziej wartościowe półprodukty są produkowane w innych zaawansowanych gospodarkach, z wykorzystaniem robotów, które wytwarzają produkt w krajach rozwiniętych, gdzie instytucje regulacyjne, prawne i sądowe są wiarygodne, jest to o wiele mniej ryzykowna opcja dla łańcucha zaopatrzeniowego niż zautomatyzowany zakład produkcyjny w Chinach czy Indonezji, gdzie panuje większa niestabilność, a instytucje zabezpieczające własność intelektualną są słabsze. Wydaje się być tylko kwestią czasu, zanim firmy te przeniosą swoje zautomatyzowane zakłady do gospodarek zaawansowanych, minimalizując dzięki temu ryzyko polityczne i to związane z łańcuchem dostaw – czynnik nieodłączny dla mniej rozwiniętych państw, gdzie ekonomia polityczna jest nieprzejrzysta i nieprzewidywalna. Co więcej, jeśli pierwotne rynki konsumenckie znajdują się w gospodarkach zaawansowanych, a koszty pracy i produkcji stają się problemem mniejszej wagi, wówczas logicznym krokiem jest zlokalizowanie zakładów produkcyjnych bliżej klienta końcowego.

Działając w ten sposób, firmy zredukują koszty transportu oraz czas od momentu zaprojektowania produktu do jego wytworzenia i przesłania bezpośrednio do klienta. Pozwoli to także firmom szybciej reagować na przypadki mniejszego popytu na produkty wśród klientów poprzez zmniejszenie wydatków na zbędne nakłady pracy. Jednak zaawansowana robotyka nie tylko sprawia, że koszty pracy są mniej istotne. Jako że automatyzacja staje się coraz bardziej wyrafinowana i „inteligentna”, pracownik w zakładzie produkcyjnym będzie w mniejszym stopniu człowiekiem pracującym na taśmie wraz z zespołem pracowników obsługujących całą linię produkcyjną, a bardziej wysoce uzdolnionym, wyedukowanym i kreatywnym informatykiem, inżynierem lub analitykiem systemów, co z pewnością byłoby na rękę pracownikom z gospodarek zaawansowanych. Richard Florida przepowiadał wzrost znaczenia osób kreatywnych w swoim dziele „Rise of creative class”. A ponieważ zaawansowane roboty współpracują i komunikują się ze sobą – współdziałając często z innym robotem w zupełnie innej lokalizacji – takie przedsiębiorstwa produkcyjne będą musiały istnieć w środowiskach komercyjnych, gdzie zaufanie i współpraca pomiędzy stronami trzecimi jest podstawową funkcją ekonomii politycznej funkcjonującej zgodnie z literą prawa.

Dotyczy to takich dziedzin jak prawo kontraktowe, prawo rzeczowe i prawo własności intelektualnej oraz poufność handlowa, w przeciwieństwie do społeczeństw opartych na relacjach typu guanxi, które traktują osobiste i społeczne powiązania oraz lojalność jako fundament zaufania i współpracy. Pierwsze z wymienionych to właściwości charakteryzujące takiej kraje jak: Japonia, Tajwan, Singapur i Korea Południowa, do drugiej grupy natomiast należą m.in.: Chiny, Indonezja, Tajlandia, Wietnam. Ze względu na bardziej ograniczone stosowanie technologii oraz fakt, że proces ten jest nadal żmudny i powolny (nawet jeśli prędkość drukowania jest coraz lepsza), przyszłość drukowania 3D jest mniej pewna niż przyszłość zaawansowanej robotyki. Tak jak w przypadku automatyzacji, drukowanie 3D obniża przydatność pracowników produkcji, przez co koszty pracy w równaniu kosztów stają się mniej istotne. Jednostkowy koszt wydruku 3D jest stosunkowo stały, niezależnie od tego, czy wytwarzamy jeden czy tysiąc produktów. Poza tym, że czynności związane z drukowaniem przestrzennym mogą być wykonywane w mniejszych pomieszczeniach, sprawiając, że technologia ta nadaje się idealnie do zatłoczonych nowoczesnych miast, firmy z gospodarek zaawansowanych będą miały mniej powodów, by rozmieszczać zakłady drukowania 3D w krajach niskiego dochodu.

Technologia ta nadaje się doskonale do wytwarzania złożonych, niskoilościowych i wysoce zindywidualizowanych produktów, które znajdą zastosowanie bardziej w gospodarce zaawansowanej aniżeli na rynku rozwijającym się.  Na przykład wysokorozwinięte zachodnie firmy, takie jak Boeing, korzystają z drukowania 3D do produkcji 200 różnych części do dziesięciu platform lotniczych. Jednak prawdziwym szokiem jest sposób, w jaki technologia drukowania 3D pozwala projektantom, użytkownikom końcowym i producentom eksperymentować i dokonywać innowacji. Oznacza to, że przedsiębiorstwa z gospodarek zaawansowanych, utrzymujące stałą kontrolę nad produktami o zaawansowanej konstrukcji oraz materiałami będą jako pierwsze dygitalizować swoje produkty, dając swoim akcjonariuszom oraz podmiotom z innych gospodarek zaawansowanych możliwość doskonalenia produktu i wprowadzania innowacji po niskich kosztach.

Podczas gdy tradycyjna oferta wschodnioazjatyckich gospodarek opartych na eksporcie obejmuje produkcję podstawowych dóbr, które zaawansowane gospodarki kupują po niskich cenach, drukowanie 3D ułatwia rozwój i produkcję zindywidualizowanych produktów, poddanych procesowi masowej kastomizacji, a być może nawet całych sektorów, co całkowicie wyłącza z gry tanią, szablonową ofertę gospodarek rozwijających się, Mimo ambitnych nadziei, będąc daleko od rynku ostatecznego, wiele gospodarek azjatyckich nie będzie nawet w stanie wygenerować wartości dodanej, jeśli chodzi o produkty projektowane i produkowane z wykorzystaniem procesów drukowania 3D. W konsekwencji, może zdarzyć się tak, że drukowanie 3D (oraz zaawansowana robotyka) zamiast niwelować nierówności pomiędzy krajami rozwiniętymi a rozwijającymi się, może je pogłębić. Nie będzie konwergencji pomiędzy krajami bogatymi i biednymi, w związku z tym w nadchodzącym technokapitalizmie kraje bogate otrzymają narzędzia, aby dalej dynamicznie się rozwijać, natomiast kraje biedne zostaną ich pozbawione.

Należy pamiętać, że Azja nie jest jednolita. Istnieją równolegle  bogate kraje o średnich i wysokich dochodach, jak Japonia, Korea Południowa, Tajwan, Singapur, Malezja (w pewnej mierze Chiny), które zaczynały od importowania innowacji i know-how, i one na zmianach mogą skorzystać. Inaczej niż kraje ubogie w wiedzę, czyli kapitał ludzki, a także w zasoby, które umożliwiłyby zaimplementowanie nowych rewolucyjnych technologii, których koszt wdrożenia może być wysoki. Przykładowo Chiny, choć wyrosły na największego nabywcę robotów w ostatnich latach, większość zakupów zaawansowanej robotyki była dokonywana przez firmy zagraniczne pochodzące z krajów o zaawansowanych gospodarkach, które w Chinach miały tylko swoje fabryki. Trend ten może się odwrócić. Z całą pewnością stracą więc biedne kraje, które nie załapią się do właściwego klubu konwergencji. Zmiany sprowadzą się do radykalnego i zmieniającego zasady gry rozmycia przewagi cenowej wschodnioazjatyckiej produkcji eksportowej. Trudno jednakże stwierdzić, w którym momencie trend ten stanie się oczywistością – szacunkowo przyjmujemy dla potrzeby tego opracowania, że będzie to 2050 rok.

Osiągnięcie zamożności przez kraje Azji może się nie udać także dlatego, że znaczna część społeczeństw azjatyckich szybko starzeje. Na przykład, odsetek ludności w wieku produkcyjnym (15-65 lat) wynosił ponad 73% całej populacji w Chinach w  1980 roku. W 2016 roku jest to 68%, podczas gdy w 2020 spadnie do 65% i 60% w 2035 roku. Obecnie ok 10% w Chinach to osoby starsze, natomiast w 2035 będzie ich aż 25% – więcej niż w „starej” Europie Zachodniej. To sprawia, że na 100% można powiedzieć, że Chiny będą krajem który zestarzeje się zanim się wzbogaci. W Indiach dla porównania w 2035 ok 10% będą stanowić osoby starsze. Jak się spojrzy na dane demograficzne w 2035, które przecież są stałe i można je przewidywać z dużą dokładnością, to widać, że ze znaczących państw to jedynie Filipiny, Indie i Indonezja będą miały „bonus demograficzny”. Tyle, że pracownicy w tych krajach, poza tym, że będą tani, będą zbyt mało wyedukowani, aby obsługiwać nowe technologie. I w ten sposób technologie i demografia mogą stać się czynnikami wykluczającym całe społeczeństwa z nowoczesnego kapitalizmu.

Rys. 2. Wyliczenia mediany wieku w 2020 dla kilku Państw Azji. Źródło: UN, World Population Prospect, 2015.

 

 

Photo credit: Martin Abegglen, Flickr.

 

 

 

Share Button

Powiązane wiadomości

Napisz odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są za pomocą *



© 2014 Centrum Schumpetera. WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.