Nie samą konsumpcją gospodarka żyje

W ostatnim czasie można zauważyć tendencję rządu do głośnego mówienia o kolejnych inwestycjach zagranicznych firm w Polsce, jako o procesie, który ma zrekompensować znaczne spadki inwestycji krajowych przedsiębiorstw.

Te ostatnie w trzecim kwartale 2016 roku spadły o 9,1% rok do roku. Dla porównania w trzecim kwartale 2015 roku nakłady inwestycyjne ogółem wzrosły o 11,9% [1]. Zatem, jeśli PKB nadal rośnie (w 2016 r. o 2,8%), dlaczego wyżej opisany spadek inwestycji krajowych jest (lub raczej powinien być) tak niepokojący?

Nakłady inwestycyjne ogółem (od początku roku do końca okresu).

Na samym początku należy zaznaczyć, że inwestycje zagranicznych firm (nazywane Bezpośrednimi Inwestycjami Zagranicznymi bądź Zagranicznymi Inwestycjami Bezpośrednimi, ang. Foreign Direct Investments) z założenia pozytywnie wpływają na zakupy kapitału rzeczowego (maszyn, budynków itp.) oraz zatrudnienie na rynku lokalnym – takie konkluzje widać zarówno w pracach naukowych jak i analizach rynkowych. Niestety, korzyści te (zwane bezpośrednimi) nie przekładają się już tak bezpośrednio na zmianę charakteru gospodarki państwa, w którym są lokowane (np. z takiej opartej na niskich kosztach pracy na gospodarkę opartą na innowacji). Co więcej, z każdą kolejną inwestycją zagraniczną, coraz mniej przekładają się one na wzrost krajowego PKB.

W celu prostej zmiany swojego charakteru i struktury gospodarka potrzebuje przyciągać inwestycje zagraniczne, z którymi będą się wiązały takie korzyści jak transfer technologii oraz wiedzy. Obie (niebezpośrednie) korzyści są kluczowe nie tylko ze względu na wpychanie gospodarki goszczącej na wyższą, bardziej zaawansowaną ścieżkę rozwoju, ale czynią to również relatywnie niskim kosztem (łatwiej i taniej jest nauczyć się od kogoś, niż samemu zdobywać, bądź tworzyć wiedzę, które już istnieje).

Jaka w tym wszystkim jest rola inwestycji krajowych? Prosta i kluczowa. Brak aktywności przedsiębiorców w tym obszarze oznacza, że firmy krajowe się nie rozwijają. Brak rozwoju firm krajowych jest nie tylko dużym kłopotem dla PKB (i budżetu), ale również staje się podstawowym czynnikiem ograniczającym wykorzystanie korzyści, zwłaszcza niebezpośrednich, z goszczenia zagranicznych inwestorów. Jest tak przede wszystkim dlatego, że brak inwestycji w firmy krajowe przekłada się na powiększanie przepaści (np. technologicznej), w naszym przypadku, pomiędzy polskimi i zagranicznymi firmami. To powoduje, że nawet jeśli zagraniczni inwestorzy byliby gotowi przekazać technologię czy wiedzę to spotkają się z brakiem zdolności do ich absorpcji.

Problem ten jest o tyle poważny, że gdy opisywana luka osiągnie masę krytyczną, firmy zagraniczne mogą zdecydować, iż nie ma sensu kierować, często opartych na nowych technologiach, inwestycji wymagających wykształconej (i przez to dobrze opłacanej) siły roboczej do Polski, gdyż koszt ich wdrożenia (np. szkolenia, zmiana kultury pracy) będzie zbyt wysoki. W tym momencie Polska stanie się krajem, który będzie przyciągał jedynie inwestorów szukających taniej siły roboczej. Warto tu przy okazji zaznaczyć, że już obecnie nie jesteśmy pod tym względem liderami w regionie – czego dowodem jest migracja pracowników z Ukrainy poszukujących wyższych wynagrodzeń w Polsce. Potencjalne konsekwencje takiego „przekwalifikowania” się Polskiej gospodarki to: spadek wzrostu gospodarczego, postępująca migracja tych bardziej ambitnych i lepiej wykształconych oraz dalsze ogólne (względne) zubożenie społeczeństwa. W skrócie, w stosunku do wiodących gospodarek, cofnęlibyśmy się w rozwoju gospodarczym.

Powyższy scenariusz jest dość pesymistyczny, ale nie aż tak niemożliwy. Zazwyczaj przedsiębiorców do zwiększenia inwestycji przekonuje ceteris paribus wzrost konsumpcji i dostępność kapitału. Tym razem tak jednak nie jest. Mimo tego, że konsumpcja w Polsce rośnie, w trzecim kwartale 2016 roku wzrost ten w skali roku wyniósł 4,1% a koszt pieniądza kredytowego pozostaje niski (stopa referencyjna NBP od marca 2015 roku jest na historycznie niskim poziomie 1,5%) to inwestycje krajowe przedsiębiorstw spadają. I to właśnie jest takie niepokojące dla ekonomistów. Jeśli inwestycji nie stymulują tradycyjne i logiczne czynniki je determinujące oznacza to, że u podnóża problemu leżą czynniki środowiskowe, które można opisać jako niepewność co do otoczenia, środowiska działania przedsiębiorstw (np. jaki będzie system podatkowy, jakie będą koszty i warunki działalności w świetle nieznanych przyszłych zmian w prawie itp.).

Z tego względu rząd Polski, który do tej pory wyraźnie skupił się na stymulowaniu konsumpcji (na przykład poprzez program „500+” czy wzrost płacy minimalnej) powinien przekierować swoją uwagę na pomoc przedsiębiorcom. Głównie poprzez stworzenie im jak najlepszych warunków działania na chwilę obecną i wskazania kierunków oraz perspektyw zmian w otoczeniu przedsiębiorstw, w celu zwiększenia pewności planowania inwestycji średnio- i długoterminowych.

Konsumpcja jest i jeszcze długo będzie głównym czynnikiem składowym Polskiego PKB, ale stymulowanie tego elementu jest rozwiązaniem kosztownym i relatywnie krótkotrwałym. Rozwój polskich firm, przynoszący też w efekcie zwiększenie korzyści bezpośrednich i pośrednich z inwestycji zagranicznych i, z drugiej strony, zwiększenie bezpośrednich inwestycji zagranicznych poprzez rozwój jakościowy gospodarki krajowej, jest rozwiązaniem zdecydowanie bardziej efektywnym i przyszłościowym.

 

[1] Źródło danych: http://stat.gov.pl/wskazniki-makroekonomiczne/

Photo credit: XoMEoX, Flickr.

 

Share Button

Powiązane wiadomości

Napisz odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są za pomocą *



© 2014 Centrum Schumpetera. WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.